Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

26 stycznia 2017

291: A lull in the sea - Toshiya Shinohara

Reżyseria: Toshiya Shinohara
Tytuł: A lull in the sea (Nagi no Asukara (凪のあすから)
Rok: 2013-2014
Liczba odcinków: 26
Sezony: 1

Zasadniczo staram się trzymać z dala od istot morskich, bo jakoś przejadłam się syrenek i im podobnych, ale nudziło mi się, więc postanowiłam dać szansę tej serii.

28 grudnia 2015

230: Proxima - Krzysztof Boruń, Andrzej Trepka

Autor: Krzysztof Boruń, Andrzej Trepka
Tytuł: Proxima
Wydawnictwo: Solaris
Rok: 2013

Science fiction dawno temu traktowałam trochę po macoszemu, myśląc, że jest to zbieranina statków kosmicznych, blasterów i robotów, okraszona kosmitami, ale w gruncie rzeczy nudna.
O, święta naiwności!

8 grudnia 2015

225: My Little Pony: Friendship is Magic - Equestria Girls - Jayson Thiessen

Reżyser: Jayson Thiessen
Tytuł: My Little Pony: Friendship is Magic - Equestria Girls
Rok: 2013

Do tej notki zabierałam się od jakiegoś czasu - w końcu co prawda sama nie uczestniczę aktywnie w fandomie MLP:FIM, ale oglądało się i w ogóle.  Od razu ostrzegam - akcja filmu dzieje się po zdarzeniach trzeciego sezonu serialu My Little Pony: Friendship is Magic. Jeżeli planujesz oglądać MLP sezony 1-3 nie czytaj tej notki - spolery niestety są nieuniknione

4 grudnia 2015

224: Mistrz - Katarzyna Michalak

Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: Mistrz
Wydawnictwo: Filia
Rok
: 2013

Sława autorki dotarła do mnie już jakiś czas temu i od tamtej pory miałam gorącą nadzieję, że kiedyś będę miała szansę napisać parę słów o jej niezwykłym talencie pisarskim. Znana jest ona głównie z romansów, ale ma w swoim dorobku także działa, które można wrzucić w worek z fantastyką. Na te właśnie się czaiłam, ale nie było łatwo dopaść jakąkolwiek powieść pani Michalak. Do niedawna. I oto w końcu miałam okazję przeczytać to wyjątowe dzieło sztuki pisarskiej, pod wdzięcznym i enigmatycznym tyttułem z grupy  „nie mam pomysłu na tytuł, nazwijmy to jakoś krótko”. Reklama na okładce kusi, że pozycja rozbudzi zmysły czytelnika... W sam raz coś na nieco leniwy grudniowy wieczór.

13 września 2015

217: Wampir z MO - Andrzej Pilipiuk

Autor: Andrzej Pilipiuk
Tytuł: Wampir z MO
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok: 2013

Nazwisko Andrzeja Pilipiuka każdy fan fantastyki rozpoznaje. Niekoniecznie musi znać jego twórczość, ale kojarzy tytuły i cykle pióra naszego rodzimego twórcy. Wampira z M-3 czytałam parę lat temu, jednak ominęła mnie informacja, że pojawił się kolejny tom radosnych przygód Gosi i wampirzej ferajny z Warszawy w PRL-u.

8 września 2015

216: Twisted: The Untold Story of a Royal Vizier - Brian Holden

Reżyser: Brian Holden
Tytuł: Twisted: The Untold Story of a Royal Vizier
Rok: 2013
Scenariusz: Matt Lang, Nick Lang i Eric Kahn Gale
Muzyka: A.J. Holmes
Teksty piosenek: Kaley McMahon

Musicale nie cieszą się z reguły popularnością, winę za co ponoszą produkcje o średnich walorach - nie tylko jeśli chodzi o teksty piosenek, ale i fabułę. Jednakże są musicale, które zasługują na naszą uwagę i jednym z nich niewątpliwie jest Twisted. Już tłumaczę, o co chodzi. Pamiętacie Maleficent?  To znaczy  Czarownicę (swoją drogą wciąż nie mogę się przekonać do polskiego tytułu tego filmu)? Mieliśmy tam motyw historii opowiedzianej z perspektywy antybohatera i okazywało się tam, że ten "główny zły" tak naprawdę wcale nie był aż tak zły, tylko doszło do serii nieporozumień itd.

29 września 2014

202: Marynarka - Mirosław Tomaszewski

Autor: Mirosław Tomaszewski
Tytuł: Marynarka
Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.
Rok: 2013

Mam okazję dzisiaj przybliżyć Wam, moi drodzy, powieść polskiego autora o wdzięcznym tutule
Marynarka. Jak zawsze z radością sięgam po dzieło, którego autor jest Polakiem, ponadto interesuje się żywo promocją.

30 grudnia 2013

191: Nowa Fantastyka 12/2013


Okładka jakoś szczególnie niezachęcająca, przyznać jednak trzeba, że okładka NF nie jest czymś, co sprawia, że sięgam po to czasopismo - ciężko znaleźć okładki, które by mi się podobały.

29 grudnia 2013

190: Nowa Fantastyka 11/2013

Listopadowa Nowa Fantastyka wpadła mi w ręce z niewielkim opóźnieniem, jednakże dopadłam ją w końcu. Tradycyjnie nie zaciekaawiła mnie okładka, ale to nic nowego i nic, co powinno zaważyć na wyborze lektury. Jedyne, co mi przyszło do głowy na jej widok to fakt, że wciąż nie mogę znaleźć mojego egzemplarza Gry Endera i skończyć książkę.

28 grudnia 2013

189: Nowa Fantastyka 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10/2013


Dobra, dziś atak Nową Fantastyką, bo zalegam jak śnieg po zimie. Będzie to opinia zbiorcza, wszystkie zaległe numery w jednym poście. Liczę, że był to ostatni tak duży nawrót choroby i będę mogła wrócić do czytania i recenzowania rzeczy.

30 października 2013

188: Długa Ziemia - Terry Pratchett, Stephen Baxter


Autorzy: Terry Pratchett, Stephen Baxter
Tytuł: Długa Ziemia (The Long Earth)
Wydawnictwo: Prószyńskii S-ka
Rok wydania: 2013
Strona książki: DługaZiemia

No, okropnie poniewczasie, ale jest.
Nazwisko Pratchett działa na większość fanów fantastyki jak Jedyny Pierścień na Nazgule. Na mnie zadziałało też. Stephen Baxter zdaje się być mniej znanym w Polsce autorem, ale w swoim dorobku ma niejedną zacną książkę; pisze on głównie science fictron. Dzieło tych dwóch autorów nie mogło nie wzbudzić zainteresowania. I wzbudziła – a jakże – całkiem spore.

29 października 2013

187: Worn - Piotr Molenda


Autor: Piotr Molenda
Tytuł: Worn
Wydawnictwo: autor
Rok: 2013
Strona książki: Worn

Znacie mnie. Jest wielką fanką fantastyki i nie ograniczam się tylko do fantastyki zagranicznej, lecz równie chętnie sięgam po rodzimą. Kiedy więc dostałam maila z propozycją recenzji polskiej książki fantasy nie mogłam się nie zgodzić.
Autorem „Worna” jest Piotr Molenda, a książkę można zakupić na jej stronie internetowej. Można też przeczytać dwa jej fragmenty, aby nie kupować w ciemno – jako osoba nie mająca nic przeciw ebookom i ceniąca sobie możliwość sprawdzenia, co kupuję i czy na pewni to chcę kupić (wiadomo, student jest biedny i ma suchoty) powitałam ten fakt z miłym zaskoczeniem.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to niebagatelna liczba stron – prawie 700. Pomyślałam: „O, to nawet lepiej, więcej opisów świata, więcej ciekawostek, więcej wszystkiego!” No i faktycznie, autor hojnie przyozdobił akcję swej powieści opisami, których nie powstydziłby się chyba nawet Profesor, który z malowniczych opisów jest znany.
Poznajemy zatem naszego bohatera – Worna, człowieka, który nie wie, kim byli jego rodzice, różniącego się nieco innym typem urody od reszty społeczności w jego osadzie. Miał on także sporego pecha – w chwili gdy go poznajemy był właśnie prowadzony jako jeniec przez kilku kudłaczy, zwanych też gnomami. Zaprowadziły one naszego drogiego Worna do niezwyklego miejsca na odludziu – nie po to jednak aby go zjeść, lecz by przedstawić go pewnej tajemniczej osobie. Osoba ta zaproponowała Wornowi całkiem przyzwoity układ – tajemniczy mężczyzna wyszkoli go na wojownika i będzie go uczył, w zamian zaś Worn podejmie się misji przyniesienia mu pewnego artefaktu.
Artefakt, jak się rychło dowiadujemy, miał służyć do otwarcia więzienia naszemu kochanemu kosmicie. Tak, dobrze czytacie, w książce jest kosmita, który twierdzi, że wraz z grupą przyjaciół doprowadził Ziemię do rozkwitu. Za to ludzie mają w planach zapewne zniszczenie wszystkiego, zaczynając od fauny. Worn podjął się zadanie wykonać. Jego przeciwnikami stać się mieli strażnicy artefaktu – wywodzący się głównie z kleru. Miejscem zaś ukrycia bezcennego skarbu była kraina latających wysp, o której niewiele wiadomo. Mimo to nasz bohater dziarsko ruszył przed siebie, zabijając oponentów oraz parę osób, które na to zasłużyły – w każdym razie w jego mniemaniu. Dołączył do niego dość prędko wagabunda Dragaj, człowiek o nieco bardziej „cywilizowanym” sumieniu.
Worn z jednej strony jest całkiem miłą postacią – szanuje naturę, jest sumienny i słowny, kieruje się logiką, jest rzeczowy i zwykle szczery do bólu. Ten zapalony ekolog nie tylko nie dał zatłuc złapanego w pułapkę wielkiego kota, lecz dopomógł mu się oswobodzić, Poza tym jest zabijaką, który z zemsty za spalenie kobiety podejrzanej o czary wymordował całą wioskę. Wciąż nie jestem pewna czy go lubię. Dragaj, jego towarzysz, zdawał się być bardziej ludzki, ale także miał swoje za kołnierzem. W zasadzie każdy z bohaterów, których prezentuje nam autor, ma dobre i złe cechy – sporo w tym świecie postaci niejednorodnych. W każdym razie wyrachowanie Worna czasem dość mocno wkurza, a jego ekologiczne zapędy są radością dla mych oczu – bohaterów ekologów powinno być więcej.
Drugą ważną sprawą są opisy, o których już nieco mówiłam wcześniej. Są rozbudowane, szczegółowe, autor poświęca całe strony na upewnienie się, że cały najbliższy krajobraz jest czytelnikowi doskonale znany. Z jednej strony to cieszy – rzadko można się spotkać z taką dokładnością. Z drugiej jednak – akcja przez to zwalnia, a czytelnik czasem zaczyna podsypiać i musi odłożyć książkę na chwilę. Czasem na dłuższą.
Cóż, reasumując – „Worn” jest powieścią wymagającą nieco czasu – jest obszerna i niekiedy nieco nuży. Poza tym jest w porządku, choć w ebooku znalazłam całkiem sporo literówek – szczególnie jeśli chodzi o duże litery na początku wypowiedzi bohaterów. Polecam, może niekoniecznie z płonącym entuzjazmem, ale polecam.

Ocena:
Wciągliwość – 4
Wygoda czytania – 3
Jak bardzo mi się podobało? - 4
Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorowi.

Opinia na LubimyCzytać

9 lipca 2013

186: Wódka, seks i nikotyna - Marcin Piędel

Wiecie, że do książek niefantastycznych staram się podchodzić inaczej, oczekuję od nich trochę innych rzeczy, ale bazowo chodzi przecież o to samo - czy książka jest warta przeczytania czy nie. Dobra, teraz zakładam płaszcz "wrednej recenzentki" o czytam, co tam też mamy...
Dziś jest to powieść, którą dostałam gdzieś na początku roku. Tytuł - Wódka, seks i nikotyna - właściwie mówi nam, co mniej więcej tam znajdziemy.
Piszę: mniej więcej, bo znajdziemy tam też: jedną wróżkę, jeden pogrzeb i... Nie, to właściwie tyle. Fabuła zawiera kilka dni z życia głównego bohatera, Oliwiera. Jego najlepszy kumpel miał na imię Oskar. Pozytywne to, że autor wybrał postaciom polskie imiona, raz tylko przemknęła mu Angelika.
Oliwiera spotykamy, gdy tatuował sobie klatę i nawiązywał znajomość z grafikiem. Niedługo potem wpadł do grafika w gości i gdy ten zasnął z przepicia zabawiał się z jego żoną. I tak mniej więcej wyglądało życie Oliwiera do dnia gdy spotkał w barze wróżkę Ewę, która powiedziała mu nieco o nim samym i jego przyszłości. Po tym incydencie bohater właściwie się nie zmienił - chyba, że na gorsze.
W ogóle autorowi się udało zawrzeć w jednej osobie wszystko, czego nienawidzę w ludzkości. Pijak, darmozjad, narkoman, palacz, kobieciarz - to tylko szczyt góry lodowej. W jednym słowie - polactwo. Jego relacje z kobietami, z sąsiadami, z przyjaciółmi - to wszystko doprowadzało do tego, że chciałam wyć.
Jedyną postacią, która mi się spodobała, była wróżka Ewa, która naprawdę była ciekawa. Także fajne były sąsiadki bohatera, Monika i Angelika.
Autor wręcz stawał na rzęsach, żeby nie przemknęlo mu się powtórzenie, ale zdecydowanie musi popracować nad słownikiem i nie korzystać li i jedynie ze słownika synonimów, bo czasami wychodziły mu przecudne kwiatki ("wypił żeby zniwelować wściekłość", "obudził się porywczo", "wywierały potrzebę", "nader wszystko nigdy nie zaznasz...")
Powiem któtko, czytałam rzeczy gorsze, niż ta powieść, ale nie było ich znowu tak dużo. Wulgarność wręcz kapie, fabuła męczy, a głównego bohatera sama bym zadusiła sznurówką od glana. Naprawdę. Wrażliwych czytelników gorąco zniechęcam, mniej wrażliwi mogą sami spróbować, czy powieść im się spodoba. Przestrzegałam. Przyznam jednak na koniec, że każdy przejaw self-publishingu witam z radością, więc jeśli autor napisze coś nawego, to pewnie zajrzę.

Ocena
Wciągliwość - 2
Wygoda czytania - 2
Jak bardzo mi się podobało? - 1

Egzemplarz do recenzji otrzymałam od autora.
//Ps. Wiem, że recenzja jest wgl niezgrana z layoutem bloga, poprawię to potem, ale chciałam wrzucić ją gdy już odpaliłam net w domu. 

14 lutego 2013

184: Loyalty Unyielding - Zlu i Luff

Autorki: Zlu i Luff
Tytuł: Loyalty Unyielding
Strona: Loyalty Unyielding

Zabierałam się do tego tekstu - to znaczy do recenzji, bo obiekt recenzji przeczytałam dosłownie na wdechu - dobry miesiąc, ale jest. Pierwsza i nieostatnia na Dywagacjach recenzja fanficka. Miałam ją pisać w języku, w którym jest fick, ale powiem tak - lepiej mi idzie czytanie niż pisanie po angielsku.
Jak trafiłam na Loyalty? Link i rekomendację podrzuciła mi Grymas, która od jakiegoś czasu siedziała w tolkienowskim stuffie z ciemnej strony mocy. Powiedziała, że historia jest naprawdę dobra i że powinnam przeczytać. Co prawda nie byłam do końca przekonana, czy pairing Melkora i Saurona jest na moje siły, ale... Postanowiłam się z tekstem zmierzyć. (Tak, drogie autorki, to ja jestem tą "ortodoksyjną elfonormatywną przyjaciółką", o której Grymas wspominała w swojej opinii)
Znikłam dla świata na czas czytania. Nie istniało dla mnie nic innego, nie grzebałam nawet w muzyce w odtwarzaczu szukając odpowiedniego kawałka - w gruncie rzeczy nie jestem pewna, czy w ogóle w tle czytania grała jakaś muzyka.
Była tylko ta historia.
Postaram się teraz nieco ją przybliżyć nie spoilerując... Loyalty to opowieść oparta mocno na pismach Tolkiena - nie tylko książkach, ale i tak zwanych "kwitach z pralni". Zaczyna się w dniu, w którym Melkor uciekł z Valinoru z Silmarilami i wrócił do Angbandu rządzonego pod jego nieobecność przez Saurona. W chwili, gdy to piszę, autorki napisały osiem rozdziałów dotyczących historii Śródziemia, a szczególnie tych dwóch złych Ainurów.
Autorki wspaniale pokazały, jak obsesja Melkora na punkcie skradzionej elfiej biżuterii rosła i przesłaniała mu umysł. Także skomplikowane relacje między bohaterami zasługują na uznanie. I coś, co wielce popieram - pisząc swój fanfick bazowały mocno na kanonie tolkienowskim, pilnowały adekwatności i zgodności z dziełami Tolkiena.
Częściowym powodem takiego poślizgu czasowego między czytaniem, a pisaniem tego tekstu jest to, że byłam nim tak oczarowana, że wolałam odczekać jakiś solidny kawałek czasu żeby móc na trzeźwo i spokojnie ubrać w słowa swoją opinię.
Sprawiłyście, że zapiekła nieprzyjaciółka Saurona go... Polubiła. Naprawdę, jego charakter, jego zachowanie i cały opis jego motywacji sprawiły, że jego postać nabrała kolorytu, zarazem będąc osadzoną w kanonie zyskała charakterystyczny rys, wyróżniający ją i "dający jej ludzką twarz". Dziewczyny, trafiłyście w moją wizję Saurona, dzięki Wam za to!:) Melkor, popadający w szaleństwo, jak Grymas trafnie to ujęła: "z inteligencją emocjonalną cegły"... Tak, po prostu "tak". *aktualizacja headcanonu in progress*
Co poza tym. Co do scen erotycznych, które pojawiają się w tekście - są pisane z wyczuciem, bez wulgarności, nie są pwp.
Oczywiście, mój ulubiony fragment to kawałek z muzyką Angbandu, zaraz po nim idzie upadek Mairona - w ogóle jakie to śliczne imię, dzięki Wam za wykopanie go, drogie autorki!
Co jeszcze? Aha, język. Ja doprawdy nie wiem, jak dziewczynom się udało tak ładnie operować staroświeckimi słowami... Czapki z głów, ot co. Napięcie jest budowane systematycznie, ostatni rozdział sprawił, że gdybym była Frodem sama zaniosłabym Pierścień Sauronowi, czekam na następny z przygotowanym pudełkiem chusteczek i... Liczę dni do update'a.
To straszne, co piszę, ale... Polecam ten fanfick gorąco i stanowczo. Nawet jeśli nie jesteście fanami fanficków uważając, że to naginanie idei autora, to ten Wam pokaże, że można napisać świetny tekst, który - nie dość, że w kanonie - to jeszcze ten kanon uzupełnia i pozwala zobaczyć, jakąż twarz ma to zło i dlaczego jest takie złe.

Ocena
Wciągliwość - 6
Wygoda czytania - 5
Jak bardzo mi się podobało? - 6

4 lutego 2013

182: Nowa Fantastyka 2/2013

Ani się obejrzeliśmy, a tu niespodziewanie nadciągnął luty, przynosząc chwilową odwilż, sesję i... Nową Fantastykę. I tylko dzięki temu ostatniemu dwa poprzednie dary można jakoś znieść. A cóż w tym lutowym numerze mamy?
Okładka przestrzega o artykule o łowcach potworów, więc niechaj potwory sięgną po numer koniecznie:D Poniżej zaś... *Alannada dostała ślinotoku* jest o Świecie Czarownic, którego recenzje poniewierają się gdzieś na Dywagacjach. Późniejsze ciekawostki nie budzą już takiej ekscytacji, więc mogłam przejść do zawartości bez padnięcia na zawal z radości.
Wstępniak, a w nim... Tak! Hobbici! Wiedziałam! Ale jakże ciekawa jest nacja do nich porównana. To znaczy, że i członkowie tego społeczeństwa są niscy, lubią naturę i mają przewonne, porośnięte włosami stópki?
Co w artykułach? Z niejakim niepokojem oczekiwałam kolejnego zalewu hobbitami, ale się przeliczyłam. Tekst Jesteś tym, co czytasz zwraca uwagę na to, w jaki sposób ludzie pozyskują swe lektury. Potem mamy zapowiedzianego Łowcę potworów: historię prawdziwą Roberta Ziębińskiego. Tekst bardzo fajnie napisany i całkiem miły w odbiorze. Pawel Laudański całkiem nie trafił w mój gust próbą syntezy rosyjskiej fantastyki ostatniego trzydziestolecia, ledwie prześlizgnęłam się oczami po artykule. Następny tekst dotyczył ewolucji w SF. Motyw tyleż ciekawy, co częsty. Ewolucje i mutacje, zmiany pod wpływem operacji czy jakiegoś nadnaturalnego działania zawsze fascynowały pisarzy i, co tu ukrywać, czytelników.
Mamy też rozmowę z Dave'em McKeanem o złotej erze komiksu, ale poświęciłam jej niewiele więcej uwagi, co syntezie, bo to też nie moja działka.
Cóż zaś w opowiadaniach? Ceną bedzie samotność Bernardety Prandzioch - tekst napisany bardzo klimatycznie, dobrze się czyta. Paweł Ciećwierz serwuje Non Servian, który nie spodobał mi się już tak bardzo. Rzeźbiarze światła Macieja Musialika jest całkiem ciekawym tekstem. Maciej Salamonczyk prezentuje Lwiątko Heraklesa, które prezentuje się zaiste godnie. Mamy też Dziesiątą Muzę Tada Williamsa, którą oceniam dość średnio. Nie wiem, czytałam kiedyś Williamsa z przyjemnością, ale to opowiadanie nie trafiło w mój gust. Za to Dziesięć Sigm jest niezłe, wciągające i aż szkoda, że to nie książka. Autorem jest Paul Melko (oczywiście, tolkienistka dopisała mu na końcu nazwiska "R"...:3), którego teraz będę wypatrywać po księgarniach.
I w końcu... Jest! Artykuł o Norton! Wylogowuję się z fejsa, wyłączam telefon - nie ma mnie:3 Nie znalazłam co prawda w tekście jakichś wielkich nowinek, ale dla nieznających autorki albo dopiero poznających jej twórczość to dobry materiał. ("Czytajcie Norton!" - krzyczy fanka).
W numerze nie mogło zabraknąć recenzji, felietonów i wiadomości o nowościach ze świata gier, książek i filmów. Oceniam lutową Nową Fantastykę na naprawdę dobry numer i trzymam kciuki za marcową żeby też była taka fajna. Warto sięgnąć, warto wsadzić nos między strony - nic go nie odgryzie, a frajda będzie że ho-ho!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję redakcji Nowej Fantastyki.

25 stycznia 2013

181: Nowa Fantastyka 1/2013

Nowy Rok i Nowa Fantastyka. :D Styczniowy numer zapowie nam, czego ciekawego spodziewać się w roku 2013...
Po pierwsze i najbardziej rzucające się w oczy - Martin Freeman jako Bilbo straszy z okładki Żądełkiem przyprawiając wszystkich tolkienistów o ślinotok:) O filmie część swojego mówiłam już wcześniej, ale okładka czasopisma przypomniała mi radosne chwile w kinie.
Tak, jak już zaczynamy podejrzewać widząc okładkę, cały dział artykułów kręci się około przewonnych hobbickich stópek, które zachwalała onegdaj Drużyna Trzeźwych Hobbitów. Stópki te, pomimo zdumienia fandomu i reszty świata, dzięki Peterowi Jacksonowi zobaczymy aż trzy razy. Z jednej strony to trzy razy więcej Śródziemia. Ale to też trzy razy więcej goferów, niezgodności ze światem, niezdogności z historią, niezgodności dotyczących zbroi i broni, niezgodności językowych...
Wit Szostak w tekście Hobbit czyli tam, spowrotem i wokoło pokazuje, jak Jackson dokonał cudownego rozmnożenia filmów. Bartosz Czartoryski w Laboratorium Petera przedstawia czytelnikom sylwetkę reżysera, którego większość starych tolkienostów chciałaby przynajmniej pobić (chociażby za brak Glorfindela i zrobienie z elfów lolfów).
W kwestii przedstawień sylwetek ludzi znanych mamy też artykuł o Zajdlu, którego każdy polski fantasta zna przynajmniej z nazwiska. Ponadto mamy Legendę Stalkera traktującą o twórczości braci Strugackich, którą to znam bardzo słabo. Fascynaci Egiptu i tamtejszych potworów z radością powitają dedykowaną im Mumię z lamusa.
O ile część artykułową przeczytałam z fascynacją,o tyle opowiadnia nie cieszyły się aż tak wielką mą radością. Nie powiem, wszystkie byly na dobrym poziomie, tylko nie bardzo w moim guście. Warto jednak wśrod nich wymienić Zasady przetrwania Nancy Kress, Ostatni dzień w Cravenie Jeremiego Rogalewskiego i Kuźnia, w której umierali Piotra Górskiego.
Ogólnie styczniowy numer jest bardzo dobrą lekturą i z hukiem rozpoczyna nowy rok. Oby tak dalej! Polecam, szczególnie kolegom tolkienostom.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję redakcji Nowej Fantastyki.

17 października 2012

Nowa książka J. R. R. Tolkiena


Oto gratka dla fanów Tolkiena. Odkryto jeszcze jedną jego ksiażkę.
The Fall of Arthur ma opowiadać o, jak wskazuje tytuł, ostatnich dniach i upadku króla Artura. Pozycja ma się ukazać na świecie wiosną 2013, do nas może też przywędróje w następnym roku.
Informacja ze strony Książki Polter.pl