Pokazywanie postów oznaczonych etykietą self-publishing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą self-publishing. Pokaż wszystkie posty

29 października 2013

187: Worn - Piotr Molenda


Autor: Piotr Molenda
Tytuł: Worn
Wydawnictwo: autor
Rok: 2013
Strona książki: Worn

Znacie mnie. Jest wielką fanką fantastyki i nie ograniczam się tylko do fantastyki zagranicznej, lecz równie chętnie sięgam po rodzimą. Kiedy więc dostałam maila z propozycją recenzji polskiej książki fantasy nie mogłam się nie zgodzić.
Autorem „Worna” jest Piotr Molenda, a książkę można zakupić na jej stronie internetowej. Można też przeczytać dwa jej fragmenty, aby nie kupować w ciemno – jako osoba nie mająca nic przeciw ebookom i ceniąca sobie możliwość sprawdzenia, co kupuję i czy na pewni to chcę kupić (wiadomo, student jest biedny i ma suchoty) powitałam ten fakt z miłym zaskoczeniem.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to niebagatelna liczba stron – prawie 700. Pomyślałam: „O, to nawet lepiej, więcej opisów świata, więcej ciekawostek, więcej wszystkiego!” No i faktycznie, autor hojnie przyozdobił akcję swej powieści opisami, których nie powstydziłby się chyba nawet Profesor, który z malowniczych opisów jest znany.
Poznajemy zatem naszego bohatera – Worna, człowieka, który nie wie, kim byli jego rodzice, różniącego się nieco innym typem urody od reszty społeczności w jego osadzie. Miał on także sporego pecha – w chwili gdy go poznajemy był właśnie prowadzony jako jeniec przez kilku kudłaczy, zwanych też gnomami. Zaprowadziły one naszego drogiego Worna do niezwyklego miejsca na odludziu – nie po to jednak aby go zjeść, lecz by przedstawić go pewnej tajemniczej osobie. Osoba ta zaproponowała Wornowi całkiem przyzwoity układ – tajemniczy mężczyzna wyszkoli go na wojownika i będzie go uczył, w zamian zaś Worn podejmie się misji przyniesienia mu pewnego artefaktu.
Artefakt, jak się rychło dowiadujemy, miał służyć do otwarcia więzienia naszemu kochanemu kosmicie. Tak, dobrze czytacie, w książce jest kosmita, który twierdzi, że wraz z grupą przyjaciół doprowadził Ziemię do rozkwitu. Za to ludzie mają w planach zapewne zniszczenie wszystkiego, zaczynając od fauny. Worn podjął się zadanie wykonać. Jego przeciwnikami stać się mieli strażnicy artefaktu – wywodzący się głównie z kleru. Miejscem zaś ukrycia bezcennego skarbu była kraina latających wysp, o której niewiele wiadomo. Mimo to nasz bohater dziarsko ruszył przed siebie, zabijając oponentów oraz parę osób, które na to zasłużyły – w każdym razie w jego mniemaniu. Dołączył do niego dość prędko wagabunda Dragaj, człowiek o nieco bardziej „cywilizowanym” sumieniu.
Worn z jednej strony jest całkiem miłą postacią – szanuje naturę, jest sumienny i słowny, kieruje się logiką, jest rzeczowy i zwykle szczery do bólu. Ten zapalony ekolog nie tylko nie dał zatłuc złapanego w pułapkę wielkiego kota, lecz dopomógł mu się oswobodzić, Poza tym jest zabijaką, który z zemsty za spalenie kobiety podejrzanej o czary wymordował całą wioskę. Wciąż nie jestem pewna czy go lubię. Dragaj, jego towarzysz, zdawał się być bardziej ludzki, ale także miał swoje za kołnierzem. W zasadzie każdy z bohaterów, których prezentuje nam autor, ma dobre i złe cechy – sporo w tym świecie postaci niejednorodnych. W każdym razie wyrachowanie Worna czasem dość mocno wkurza, a jego ekologiczne zapędy są radością dla mych oczu – bohaterów ekologów powinno być więcej.
Drugą ważną sprawą są opisy, o których już nieco mówiłam wcześniej. Są rozbudowane, szczegółowe, autor poświęca całe strony na upewnienie się, że cały najbliższy krajobraz jest czytelnikowi doskonale znany. Z jednej strony to cieszy – rzadko można się spotkać z taką dokładnością. Z drugiej jednak – akcja przez to zwalnia, a czytelnik czasem zaczyna podsypiać i musi odłożyć książkę na chwilę. Czasem na dłuższą.
Cóż, reasumując – „Worn” jest powieścią wymagającą nieco czasu – jest obszerna i niekiedy nieco nuży. Poza tym jest w porządku, choć w ebooku znalazłam całkiem sporo literówek – szczególnie jeśli chodzi o duże litery na początku wypowiedzi bohaterów. Polecam, może niekoniecznie z płonącym entuzjazmem, ale polecam.

Ocena:
Wciągliwość – 4
Wygoda czytania – 3
Jak bardzo mi się podobało? - 4
Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorowi.

Opinia na LubimyCzytać

9 lipca 2013

186: Wódka, seks i nikotyna - Marcin Piędel

Wiecie, że do książek niefantastycznych staram się podchodzić inaczej, oczekuję od nich trochę innych rzeczy, ale bazowo chodzi przecież o to samo - czy książka jest warta przeczytania czy nie. Dobra, teraz zakładam płaszcz "wrednej recenzentki" o czytam, co tam też mamy...
Dziś jest to powieść, którą dostałam gdzieś na początku roku. Tytuł - Wódka, seks i nikotyna - właściwie mówi nam, co mniej więcej tam znajdziemy.
Piszę: mniej więcej, bo znajdziemy tam też: jedną wróżkę, jeden pogrzeb i... Nie, to właściwie tyle. Fabuła zawiera kilka dni z życia głównego bohatera, Oliwiera. Jego najlepszy kumpel miał na imię Oskar. Pozytywne to, że autor wybrał postaciom polskie imiona, raz tylko przemknęła mu Angelika.
Oliwiera spotykamy, gdy tatuował sobie klatę i nawiązywał znajomość z grafikiem. Niedługo potem wpadł do grafika w gości i gdy ten zasnął z przepicia zabawiał się z jego żoną. I tak mniej więcej wyglądało życie Oliwiera do dnia gdy spotkał w barze wróżkę Ewę, która powiedziała mu nieco o nim samym i jego przyszłości. Po tym incydencie bohater właściwie się nie zmienił - chyba, że na gorsze.
W ogóle autorowi się udało zawrzeć w jednej osobie wszystko, czego nienawidzę w ludzkości. Pijak, darmozjad, narkoman, palacz, kobieciarz - to tylko szczyt góry lodowej. W jednym słowie - polactwo. Jego relacje z kobietami, z sąsiadami, z przyjaciółmi - to wszystko doprowadzało do tego, że chciałam wyć.
Jedyną postacią, która mi się spodobała, była wróżka Ewa, która naprawdę była ciekawa. Także fajne były sąsiadki bohatera, Monika i Angelika.
Autor wręcz stawał na rzęsach, żeby nie przemknęlo mu się powtórzenie, ale zdecydowanie musi popracować nad słownikiem i nie korzystać li i jedynie ze słownika synonimów, bo czasami wychodziły mu przecudne kwiatki ("wypił żeby zniwelować wściekłość", "obudził się porywczo", "wywierały potrzebę", "nader wszystko nigdy nie zaznasz...")
Powiem któtko, czytałam rzeczy gorsze, niż ta powieść, ale nie było ich znowu tak dużo. Wulgarność wręcz kapie, fabuła męczy, a głównego bohatera sama bym zadusiła sznurówką od glana. Naprawdę. Wrażliwych czytelników gorąco zniechęcam, mniej wrażliwi mogą sami spróbować, czy powieść im się spodoba. Przestrzegałam. Przyznam jednak na koniec, że każdy przejaw self-publishingu witam z radością, więc jeśli autor napisze coś nawego, to pewnie zajrzę.

Ocena
Wciągliwość - 2
Wygoda czytania - 2
Jak bardzo mi się podobało? - 1

Egzemplarz do recenzji otrzymałam od autora.
//Ps. Wiem, że recenzja jest wgl niezgrana z layoutem bloga, poprawię to potem, ale chciałam wrzucić ją gdy już odpaliłam net w domu.