Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty

6 lipca 2018

308: Shogun - James Clavell

Autor: James Clavell
Tytuł: Shogun (Shōgun)
 Wydawnictwo: vis-a-vis/Etiuda
Rok: 2012

Biorąc pod uwagę, że ostatnio zabrałam się za zgłębianie w wolnej chwili rzeczy dotyczących Japonii w czasach dawno przeszłych, to nie jest jakoś wybitnie dziwne, że dorwałam się do tej pozycji. Ale żeby było wesoło byłam już po paru rozdziałach tej pozycji, kiedy została mi ona polecona jako książka, przy pisaniu której autor odrobił lekcje i nie robił riserczu ziemkiewiczowskiego.

8 stycznia 2017

283: Kamisama Kiss - Akitaro Daichi

Reżyseria: Akitaro Daichi
Tytuł: Kamisama Kiss (神様はじめました / Kamisama Hajimemashita)
Rok: 2012 - 2015
Sezony: 2
Liczba odcinków: 25 (1 sezon: 13, 2 sezon: 12)

W tym anime są yokai i dziewczyna wkręcona w bycie bóstwem. Zostaliście ostrzeżeni.

1 marca 2016

240: Ja, Klaudiusz - Robert Graves

Autor: Robert Graves
Tytuł: Ja, Klaudiusz (I, Claudius)
Wydawnictwo: Książnica
Rok: 2012

Jakoś mnie tak naszło na tę książkę, rzuciła mi się już kiedyś w oczy. Gdzieś w grudniu udało mi się dopaść egzemplarz, więc mogłam się z tą książką zapoznać.

22 stycznia 2016

232: Złamane pióro - Małgorzata Maria Borochowska

Autor: Małgorzata Maria Borochowska
Tytuł: Złamane pióro
Wydawnictwo: Poligraf
Rok: 2012

Jak wiedzą czytelnicy Dywagacji, jestem raczej nieufna w stosunku do polskich autorów. Zraziłam się tylko Ziemkiewiczami, Lewandowskimi i Michalakowymi. Jednakże promowanie dobrych pisarzy z Kraju Kwitnącej Lipy uważam za ważną rzecz - trzeba się chwalić tym, co dobre, nieprawdaż? Dlatego czasami sięgam po książki polskich autorów. Tacy, którzy wkładają sporo wysiłku i uwagi nie tylko w napisanie swego dzieła, ale też jego promowanie, zasługują na szczególną uwagę i mają u mnie +10 na starcie. Kiedy więc pojawiła się okazja do przeczytania powieści, o której Wam dziś opowiem, nie zastanawiałam się dlugo.

14 lutego 2013

184: Loyalty Unyielding - Zlu i Luff

Autorki: Zlu i Luff
Tytuł: Loyalty Unyielding
Strona: Loyalty Unyielding

Zabierałam się do tego tekstu - to znaczy do recenzji, bo obiekt recenzji przeczytałam dosłownie na wdechu - dobry miesiąc, ale jest. Pierwsza i nieostatnia na Dywagacjach recenzja fanficka. Miałam ją pisać w języku, w którym jest fick, ale powiem tak - lepiej mi idzie czytanie niż pisanie po angielsku.
Jak trafiłam na Loyalty? Link i rekomendację podrzuciła mi Grymas, która od jakiegoś czasu siedziała w tolkienowskim stuffie z ciemnej strony mocy. Powiedziała, że historia jest naprawdę dobra i że powinnam przeczytać. Co prawda nie byłam do końca przekonana, czy pairing Melkora i Saurona jest na moje siły, ale... Postanowiłam się z tekstem zmierzyć. (Tak, drogie autorki, to ja jestem tą "ortodoksyjną elfonormatywną przyjaciółką", o której Grymas wspominała w swojej opinii)
Znikłam dla świata na czas czytania. Nie istniało dla mnie nic innego, nie grzebałam nawet w muzyce w odtwarzaczu szukając odpowiedniego kawałka - w gruncie rzeczy nie jestem pewna, czy w ogóle w tle czytania grała jakaś muzyka.
Była tylko ta historia.
Postaram się teraz nieco ją przybliżyć nie spoilerując... Loyalty to opowieść oparta mocno na pismach Tolkiena - nie tylko książkach, ale i tak zwanych "kwitach z pralni". Zaczyna się w dniu, w którym Melkor uciekł z Valinoru z Silmarilami i wrócił do Angbandu rządzonego pod jego nieobecność przez Saurona. W chwili, gdy to piszę, autorki napisały osiem rozdziałów dotyczących historii Śródziemia, a szczególnie tych dwóch złych Ainurów.
Autorki wspaniale pokazały, jak obsesja Melkora na punkcie skradzionej elfiej biżuterii rosła i przesłaniała mu umysł. Także skomplikowane relacje między bohaterami zasługują na uznanie. I coś, co wielce popieram - pisząc swój fanfick bazowały mocno na kanonie tolkienowskim, pilnowały adekwatności i zgodności z dziełami Tolkiena.
Częściowym powodem takiego poślizgu czasowego między czytaniem, a pisaniem tego tekstu jest to, że byłam nim tak oczarowana, że wolałam odczekać jakiś solidny kawałek czasu żeby móc na trzeźwo i spokojnie ubrać w słowa swoją opinię.
Sprawiłyście, że zapiekła nieprzyjaciółka Saurona go... Polubiła. Naprawdę, jego charakter, jego zachowanie i cały opis jego motywacji sprawiły, że jego postać nabrała kolorytu, zarazem będąc osadzoną w kanonie zyskała charakterystyczny rys, wyróżniający ją i "dający jej ludzką twarz". Dziewczyny, trafiłyście w moją wizję Saurona, dzięki Wam za to!:) Melkor, popadający w szaleństwo, jak Grymas trafnie to ujęła: "z inteligencją emocjonalną cegły"... Tak, po prostu "tak". *aktualizacja headcanonu in progress*
Co poza tym. Co do scen erotycznych, które pojawiają się w tekście - są pisane z wyczuciem, bez wulgarności, nie są pwp.
Oczywiście, mój ulubiony fragment to kawałek z muzyką Angbandu, zaraz po nim idzie upadek Mairona - w ogóle jakie to śliczne imię, dzięki Wam za wykopanie go, drogie autorki!
Co jeszcze? Aha, język. Ja doprawdy nie wiem, jak dziewczynom się udało tak ładnie operować staroświeckimi słowami... Czapki z głów, ot co. Napięcie jest budowane systematycznie, ostatni rozdział sprawił, że gdybym była Frodem sama zaniosłabym Pierścień Sauronowi, czekam na następny z przygotowanym pudełkiem chusteczek i... Liczę dni do update'a.
To straszne, co piszę, ale... Polecam ten fanfick gorąco i stanowczo. Nawet jeśli nie jesteście fanami fanficków uważając, że to naginanie idei autora, to ten Wam pokaże, że można napisać świetny tekst, który - nie dość, że w kanonie - to jeszcze ten kanon uzupełnia i pozwala zobaczyć, jakąż twarz ma to zło i dlaczego jest takie złe.

Ocena
Wciągliwość - 6
Wygoda czytania - 5
Jak bardzo mi się podobało? - 6

16 stycznia 2013

179: Hotel Transylwania - Genndy Tartakovsky

Reżyser: Genndy Tartakovsky
Tytuł: Hotel Transylwania
Rok: 2012

Ja mam naprawdę jakąś słabość do animowanych filmów, no. Kiedy dowiedziałam się o filmie od znajomego postanowiłam go obejrzeć. Kolega przestrzegał mnie przed polskim dubbingiem piosenek, ale uznałam, że bez ryzyka nie ma zabawy.
Więc tak... Przebolałam początkową piosenkę tatusia do córeczki, obejrzałam i oto, co mam do powiedzenia na temat wampirzego hotelu, ostoi dla potworów.
Hrabia Dracula, w trosce o dobro córki, której matka, a ukochana wampira, wzięła i umarła w jej wczesnym dzieciństwie, a także zatroskany o losy innych potworów, zbudował ostoję dla powyższych. Zamek na odludziu, strzeżony przez zombie i inne indywidua, okazał się całkiem dobrym pomysłem.
Do czasu, aż córeczka podrosła. Pomimo tego, że tatuś karmił ją opowieściami o złych i strasznych ludziach mała była bardzo ciekawa świata na zewnątrz i okropnie chciała poznać kogoś w swoim wieku.
Ponieważ życie bywa okrutne, a niekiedy dowcipne, jej życzeniu w pewien sposób stało się zadość.
Na kolejną rocznicę urodzin panny Dracula* do hotelu zjechała się cała masa potworów - od zjaw, szkieletów i Frankenstaina, po wilkołaki, zombie i co tam jeszcze. Wszystko jest kolorowe, radosne i przyprawia niekiedy o drgawki oka. Cała ferajna bawiła się radośnie i ukazywała widzowi, że potwory to są jednak fajni goście.
W pewnej chwili do zamku dostał się jednak żywy - młody, nieco kopnięty chłopak (pewnie studiował kulturoznawstwo). Dracula, przez szereg nieporozumień i wypadków, zdołał ukryć przed resztą potworów, że chłopak nie jest kuzynem Frankensteina, ale z paniką zobaczył, że młodzi mają się ku sobie. Jak wybrnął z całej sytuacji i jak to wszystko skończyło się dla potworów możecie sobie zobaczyć w kinie.
Od strony wyglądu - ładne to nawet, owszem, ale bez szału z mojej strony. Żadna kreacja nie podobała mi się jakoś szczególnie, gagi też nie rozbawiły mnie za bardzo, a scen, które naprawdę mi się spodobały było ze trzy - w tym wyścig na stołach.
A teraz moje pytanie. Dziewczyna miała sto kilkanaście lat, tak? Matka umarła gdy mała była jeszcze w pieluszkach, tak? Ale potem mamy dialog, który wskazywał, że śmierć pani Dracula zdarzyła się czterysta lat przed akcją filmu... Ale może to ja pokręciłam...
Czy polecam? Zasadniczo tak, choć film nie należy do zjawiskowych, ot, dla rodziny na sobotni czy niedzielny wieczór.

Ocena
Wciągliwość - 4
Wygoda oglądania - 3
Jak bardzo mi się podobało? - 3
*Blade approves

178: Niechciana prawda - Agata Kołakowska

Autor: Agata Kołakowska
Tytuł: Niechciana prawda
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok: 2012
Strona książki: Niechciana prawda

Nie wiem, dlaczego sięgnęłam po Niechcianą prawdę, serio. Nie jestem fanką takiej literatury, opis też nie nastawiał na jakoś szczególnie ciekawą dla mnie fabułę. Może dla jakiejś pani domu, dla jakiejś innej dziewczyny, ale nie dla mnie. Mimo to zabrałam się do lektury i szybko przekonałam się, że książka wciąga.
Beata dotąd wiodła normalne, niewyróżniające się niczym, zwyczajne życie i była właściwie zadowolona ze swego losu. Do czasu, aż ten zakpił z niej okrutnie i jej mąż zdobył się na odwagę by przyznać się, że ją zdradzał.
Na domiar złego z facetem.
Tak możnaby opisać tę powieść w najkrótszych słowach i skończyć historię Beaty zasadniczo jeszcze nim się zaczęła. Bo to dopiero po tej szokującej wiadomości jej losy nabierają barwe, rysu prawdopodobieństwa, a ona sama zyskuje sympatię czytelnika.
Bohaterka musiała zmierzyć się nie tylko z prawdą o jej mężu i jego kochanku, ale - co ważniejsze - także z prawdą o sobie samej, o tym, co potrafiła i jak silna mogła być w obliczu nieprzychylnego losu. Pokazuje czytelnikowi, że w każdym mroku jest iskierka nadziei i że warto próbować pomimo tego, że życie się wali na głowę.
Autorka, Agata Kołakowska, całkiem nieźle operuje piórem (nic dziwnego, w końcu skończyła dziennikarstwo) pozwalając nam ujrzeć świat oczami Beaty, nie czarno-biały, lecz pełen też odcieni szarości, zmienny i zarazem łatwy do zrozumienia dla ludzi z otwartym umysłem. Co prawda niekiedy opisy mnie nużyły, ale dało się przez nie przebrnąć i cieszyć się lekturą.
Nigdy nie byłam wielbicielką powieści obyczajowych, od kiedy przestałam czytać Jeżycjadę i Lucy Maud Montgomery dość sporadycznie sięgam po tego typu literaturę. Staram się dokładnie zbadać ewentualną pozycję do czytania, długo rozważam jej lekturę zadając sobie rozliczne pytania o charaktery postaci, o sposób przedstawienia świata, o ciekawość opowieści. Oceniam też nieco inną miarą niż moją ukochaną fantastykę. Niniejsza powieść może nie jest wybitnym hitem, ale czyta się ją całkiem miło i dla pań jest jak znalazł. Panowie niech lepiej podarują egzemparz drugiej połówce - "z okazji" albo bez okazji.

Ocena
Wciągliwość - 4
Wygoda czytania - 4
Jak bardzi mi się podobało? - 3
Książkę ootrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka

2 stycznia 2013

175: Hobbit. Niezwykła podróż (2012) - reż. Peter Jackson

Reżyser: Peter Jackson
Tytuł: Hobbit. Niezwykła podróż (Hobbit. The Unexpected Journey)
Rok: 2012

Nie wiem, czy nie wyjdzie mi zamiast recenzji raczej dywagacja, ale od premiery, na której byłam, minęło parę dni i już okrzepłam w swoim zdaniu o PJowej wersji Hobbita.

19 grudnia 2012

173: Nowa Fantastyka 12/2012

Ha, ostatnie dni świata, ostatni tegoroczny numer Nowej Fantastyki w moich rękach - no to czytajmy!
Na wsŧępie mamy tekst Jakuba Ćwieka, który jak zawsze w króttkich, dosadnych słowach wyraża swe zdanie, tym razem między innymi o tegorocznych Nagrodach Nobla i głupich użytkownikach słowa "hobbit".

18 grudnia 2012

12 października 2012

166: Zalotnice i wiedźmy - Joanna Miszczuk

Autor: Joanna Miszczuk
Tytuł: Zalotnice i wiedźmy
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok: 2012
Strona książki:Zalotnice i wiedźmy

Rok temu czytelnicy mogli zapoznać się z powieścią Matki, żony, czarownice tejże autorki, teraz zaś ukazała się jej kontynuacja - Zalotnice i wiedźmy. Nie jestem jakąś szczególną fanką obyczajówek, ale pierwszy tom przypadł mi do gustu, więc uznałam, iż drugi też może mi się spodobać, więc sięgnęłam po tę pozycję gotowa poznać koleje losu następnych członkiń znanego mi rodu.
Książka zawiera w zasadzie dalsze losy Joanny, samotnie wychowującej córkę i mieszkającej w Berlinie. Zdawać by się mogło, że bohaterka odcięła się od dawnego życia i problemów, na horyzoncie zaś zamajaczyła wizja szczęśliwego związku z Andre. Jednakże Asia zdawała sobie sprawę z tego, że jest on dla niej tylko przyjacielem. Jej wymarzona praca zaś zmieniła się drastycznie. Po nagłej śmierci Dietera jego firmą zajęła się jego żona, Victoria. Powołała swego pełnomocnika typując na to stanowisko Juliana, pierwszego męża Asi. Już wtedy bohaterka przeczuwała, że to może oznaczać ciężkie czasy. Szybko okazało się, że miała rację, Victoria wraz z Julkiem zaprowadzili w firmie swoje własne porządki i jęli zwalniać lub zmuszać do wypowiedzeń całą starą kadrę, która pracowała z Dieterem. Ich wizje i plany, a także podejście do pracowników, nie zjednało im przyjaciół, którzy postanowili podjąć stosowne kroki aby uratować marzenie i idee Dietera.
Historia Joanny, dziejąca się współcześnie, przeplata się z opowieściami o, Zofii, Róży i Sophie, jej przodkiniach. Wszystkie były adeptkami ziołolecznictwa, Róża i jej córka Sophie odebrały przy tym odpowiednie medyczne wykształcenie. Szczególnie historia Róży, która postanowiła udawać młodzieńca aby podjąć naukę na uniwersytecie, cieszyła się moją uwagą.
W ogóle przodkonie Asi, ich sytuacja w dawnym społeczeństwie uważającym ziołolecznictwo za zabobon, a kobiety medyków za niegodne uwagi i czci oraz ich próby odnalezienia szczęścia w życiu bardzo mi się podobały. Choć były to zaledwie przerywniki głównej fabuły, to je wspominam jako najbardziej zajmujące i wciągające.
Asia ze wspomnień o swych szlachetnych, mądrych prababkach czerpała siłę i chęć do walki o to, co uważała za godne swej uwagi, za to, co kochała i co ceniła. Także czytelniczki na podstawie tych opowieści mogą przyjąć podobne założenie, że warto się starać i zmieniać coś w swoim życiu, odważnie sięgać po to, czego się pragnie, bo szczęście i miłość warte są każdej ceny.
Powieść napisana jest prostym, jasnym językiem, nie wymaga od czytelnika nadmiernego skupiania się na nim, pozwala zagłębić się w fabułę bez reszty. Z jednej strony to duży plus, bo dzięki temu książkę czyta się dosłownie jednym tchem, ale brak mi było we fragmentach historycznych jakiejś odmiany. Mam wrażenie, że gdyby autorka zdecydowała się na niewielkie zmiany postarzające język, którym mówili bohaterowie, czytelnikowi łatwiej byłoby się wczuć w kilmat tamtych czasów.  
Zalotnice i wiedźmy to ciepła, nastrojowa opowieść o odważnych, inteligentnych kobietach, które mimo przeciwności losu zdecydowały się kochać i dążyć w życiu do obranych celów niezależnie od ceny. Walczyły nie tylko z niechęcią społeczeństwa, ale także ze swoimi słabościami i ułomnościami zdecydowane dokonać czegoś, co uważały za ważne i wartościowe. Znów autorka podkreślała powiązanie bohaterek z imieniem Maria, a wiele rozdziałów kończyło się wezwaniem "Ave, Maria".
Choć książka nie jest z mojego głównego nurtu, to przeczytałam ją z dużym zadowoleniem i polecam ją - szczególnie paniom. To wspaniała lektura na chłodne, jesienne wieczory, obowiązkowo z kubkiem herbaty lub gorącej czekolady.  

Ocena
Wciągliwość - 4
Wygoda czytania - 4
Jak bardzo mi się podobało? - 4
 Książkę ootrzymałam od wydawnictwa Prószyński i S-ka

11 października 2012

165: Blask runów - Joanne Harris

Autor: Joanne Harris
Tytuł: Blask runów / Runelight
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok: 2012
Strona książki: Blask runów

No, na tę recenzję długo czekaliście, wiem, ale ostatnie miesiące było różnie. Ale już jest, oto Blask Runów, drugi po Runach tom sagi o nordyckich bóstwach. Nordycka mitologia, obok celtyckiej, zawsze cieszyła się moją uwagą, od dawna chętnie zaglądałam do książek zawierających odwołania do niej. Fascynacja, która sprawiła, że sięgnęłam po Eddę Poetycką i Kalevalę doprowadziła i do tego, że gdy usłyszałam o Blasku runów postanowiłam powieść dopaść.

6 września 2012

163: Czaropis. Tom 2 - Blake Charlton

Autor: Blake Charlton
Tytuł: Czaropis tom 2 (Spellwright)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok: 2012
Strona książki: Czaropis tom 2

Fani Czaropisu musieli aż dwa lata czekać na jego kontynuację. Żądni dalszych losów Nikodemusa z radością powitali drugi tom cyklu - a wśród nich byłam i ja.
Do drugiego tomu Czaropisu dobierałam się niczym przysłowiowy pies do jeża - nie z powodu samej ksiażki, lecz zdarzeń losowych i ogólnie terminów. W końcu jednak mogłam poświęcić całą swą uwagę tejże powieści.

1 września 2012

162: Merida Waleczna / Brave (2012) - reż. Mark Andrews, Brenda Chapman

Reżyser: Mark Andrews, Brenda Chapman
Tytuł: Merida Waleczna (Brave)
Rok: 2012

Usłyszałam niedawno, że pojawił się nowy film Disneya, a w mojej duszy obudziła się mała dziewczynka, która płakała po Mufasie, uwielbiała Mulan i ogólnie starała się śledzić bajkowe nowości. Dzieciak był tak nieznośny, że kiedy nadarzyła mi się okazja obejrzeć Meridę Waleczną (wolę oryginalny tytuł Brave), co prędzej z niej skorzystałam.
Film opowiada o młodej księżniczce o włosach czerwieńszych niż czerwień i charakterze nad wyraz wojowniczym. Choć matula starała się nauczyć swą córkę jak być damą ta wolała szyć z łuku i ganiać po lasach. Kiedy dodatkowo księżniczka dowiedziała się, iż rodzice planują wydać ją za mąż za zwycięzcę turnieju postanowiła się zbuntować i zacząć samemu tworzyć własną historię.
Cała idea zbuntowanych, głównie z powodu nagłego planu ożenku z nienznanym chłopakiem dziewcząt, szczególnie księżniczek, ujadła mi się strasznie. Tutaj postarano się opisać to nieco inaczej, nie było relacji dziewczę-jakiś przystojny książę, raczej zaakcentowano sprawy rodzinne. Zasadniczo widać, jak bardzo starano się pokazać, że rodzina jest bardzo ważna, że powinno się żyć w zgodzie i słuchać treszty domowników. Być może to odpowiedź na coraz liczniejsze rzesze dzieci 2.0. i ogólny problem braku rozmów międzypokoleniowych. Były sceny rodem z Mój brat niedźwieź, zaś magia działa dość... Dziwnie. Choć przyznam, że błędne ogniki wskazujące drogę na jagody były radosne.
Wielkim plusem była muzyka. Jak wiadomo Alannada działa na zasadzie "są dudy - jest okejka". Dudy się pojawiły, więc jestem oczarowana :)
Polecono mi ten film podkreślając, że sporo jest tam strzelania z łuku, więc i ja polecam go w ten sam sposób. Dzieciakom może się spodobać. Mnie co prawda nie porwał, ale zmieścił się w kategorii filmow, które obejrzałam z przyjemnością.

Ocena
Wciągliwość - 4
Wygoda oglądania - 4
Jak bardzo mi się podobało? - 4

30 sierpnia 2012

161: Nowa Fantastyka 9/2012

Wrześnowa Nowa Fantastyka spadła na mnie nieco nieoczekiwanie dziś w godzinach południowych. W związku z tym wsiąkłam w nią i spieszę opowiedzieć Wam, jakie też fajne rzeczy w niej znalazłam.

27 sierpnia 2012

21 sierpnia 2012

159: Nowa Fantastyka 8/2012

Wakacje w pełni (dla niektórych już bliżej niż dalej do szkoły). Słoneczko przygrzewa, herbata w niebieskim kubku stygnie, a ja mam na kolanach sierpniową Nową Fantastykę.

14 sierpnia 2012

158: Dzieci Ziemi - Orson Scott Card

Autor: Orson Scott Card
Tytuł: Dzieci Ziemi (Earthborn)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok: 2012
Strona książki: Dzieci Ziemi

Już kiedy zobaczyłam zapowiedzi tej pozycji poczułam elektryzujące podniecenie i pomyślałam: "Muszę przeczytać!" Potem dostałam własny egzemplarz do zaczytywania i zabierania w najróżniejsze podróże (raz nawet wracał ze mną do domu ^^). Niniejszym - proszę państwa - piąty i ostatnio tom Powrotu do domu Dzieci Ziemi Orsona Scotta Carda.

12 sierpnia 2012

157: Serce tygrysicy - Aisling Juanjuan Shen

Autor: Aisling Juanjuan Shen
Tytuł: Serce tygrysicy (A Tiger's Heart)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok: 2012
Strona książki: Serce tygrysicy

Nie jestem jakąś szczególną fanką obyczajówek. Historie stricte miłosne czy życiowe często mnie nużą lub wprawiają w posępny nastrój. Jednakże interesuję się nieco kulturą Dalekiego Wschodu i okazji w postaci Serca tygrysicy przepuścić nie mogłam.