Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty

14 grudnia 2016

277: Łowca burz - Chris Riddell i Paul Stewart

Autorzy: Chris Riddell i Paul Stewart
Tytuł: Łowca burz (Stormchaser )
Wydawictwo: Egmont
Rok: 2008

Wiem, że od czasu, gdy opowiadałam wam o pierwszym tomie Kronik Kresu, minęły wieki, ale przypomniało mi się, że nie opowiedziałam wam o tomie drugim, który przeczytałam dosłownie zaraz po pierwszym,

2 lutego 2016

236: Za Kresoborem - Chris Riddell, Paul Stewart

Autor: Chris Riddell, Paul Stewart
Tytuł
: Za Kresoborem (Beyond the Deepwoods)
Wydawnictwo: Egmont
Rok: 2008

Przyznam szczerze, po książkę sięgnęłam w grudniu, w ramach uciekania od czytania Gry o Ferrin, o której opowiem w tym roku (kiedy przeczytam). Tytuł tej powieści brzmiał intrygująco, więc postanowiłam spróbować.
We wstępie autor opisuje nam w plastyczny sposób wygląd krainy, w której przyjdzie bohaterom przeżywać przygody. Już sam ten opis tchnie baśniowością, egzotyką i przyciąga uwagę.

10 stycznia 2013

177: Zamek Lorda Valentine'a - Robert Silverberg

Autor: Robert Silverberg
Tytuł: Zamek Lorda Valentine'a
Wydawnictwo: Solaris
Rok: 2008
Strona książki: brak

Zamek Lorda Valentine'a to pierwszy tom cyklu Majipoor Roberta Silverberga. Odkryłam tę powieść gdzieś w czasach zapadłego liceum, gdy ludzie walczyli jeszcze bronią z brązu. Cykl jest znany starym fantastom, ale uznałam, że ci nowsi też mogą się zainteresować (jak wiecie, przypominanie o starej fantastyce jest tym, co Alana lubi najbardziej), tak więc jest -
Zamek Lorda Valentine'a.
Valentine, którego poznajemy na kartach tejże powieści, był zagubionym człowiekiem. Znalazł się w miejscu, na planecie, tylko częściowo znajomej. W wyniku niejasnych zdarzeń nasz bohater bowiem stracił pamięć i wiele rzeczy dopiero do niego wracała. Valentine rozpoczął swą podróż w okolicach jednego z wielkich miast jednego z kontynentów Majipooru, w czasie gdy to tego miejsca przybył jego imiennik, Lord Valentine, Koronal, władca całej planety. Koronal był w trakcie objazdu swego władztwa, zaś Valentine znalazł się w samym środku festynu na jego cześć. Szybko znalazł przyjaciół dzięki swej sympatycznej naturze i podjął się żonglerki, do której miał niezwykły talent. I zapewne Valentine pozostałby zwykłym żonglerem gdyby nie niepokojące sny, które jęły dręczyć nie tylko jego, ale i jego przyjaciół.
Początkowa nieporadność bohatera i jego droga ku przypomnieniu sobie swojej przeszłości jest bardzo wygodna dla czytelnika - poznaje on świat niejako z główną postacią powieści. A jest co poznawać, Majipoor jest wielką planetą, w wielu sprawach podobną do Ziemi, ale jednak w większości różniącą się drastycznie. Nie tylko jej wielkość, fauna i flora są inne, pojawiają się inne rasy istot rozumnych poza ludźmi, ci zaś nieco różnią się od nas samych w sposobie myślenia.
Ciekawy jest system władzy na Majpoorze - mamy starego Pontifexa, który w odosobnieniu Labiryntu ustanawiał prawa, Koronala, który był władzą wykonawczą, Króla Snów wysyłającego sny przesłania i kary, oraz Panią Wyspy, która zsyłała łagodne sny i równoważyła trzech pierwszych.
Silverberg się nie spieszył, opisywał swój świat dokładnie, po kolei, pozwalając czytelnikowi go poznać i oswoić się z jego egzotyką. Udało mu się jednak nie zanudzać przy tym odbiorcy, zwroty akcji, wyraziste postacie, intrygi i całkiem prędka akcja pozwalają czerpać z książki niezłą rozrywkę.
Polecam, oczywiście, fantastom, ale też innym czytelnikom. Książka jest obszerna, ale nie należy do rodzaju cegieł. Czyta się wygodnie, język jest prosty, a sama fabuła ciekawa.

Ocena
Wciągliwość - 5
Wygoda czytania - 4
Jak bardzo mi się podobało? - 4
Opinia na LubimyCzytać

4 stycznia 2013

176: Blond gejsza - Jina Bacarr

Autor: Jina Bacarr
Tytuł: Blond gejsza
Wydawnictwo: Mira
Rok: 2008
Strona książki: Blond gejsza

Słyszałam przy okazji mojej fazy na gejsze o tej powieści. Znalazłam więc chwilę i przysiadłam nad nią.
Przysiadłam.
Poczytałam.
Jest to opowieść o Kathlen, córce bogatego Amerykanina, który jednak miał pecha i rozgniewał japońskiego księcia. Pragnąc ochronić swą córkę Edward Mallory umieścił ją w herbaciarni prowadzonej przez Simouye, piękną gejszę. Ojciec pozostawił latorośl i opuścił Japonię obiecując, że wróci jak tylko będzie mógł.
Dla zafascynowanej życiem gejsz dziewczynki zaczął się wspaniały czas nauki jako maiko, zaś inna kandydatka na gejszę, Mariko, stała się jej wielką przyjaciółką, nieledwie siostrą. Kathlen z entuzjazmem zgłębiała tajemnice i nauki gejsz kryjąc swe jasne włosy pod peruką.
Trwało to do czasu, gdy młodą maiko zobaczył samuraj Tonda i postanowił być tym, który sprawi, że dziewczyna stanie się kobietą. Przy tym ten sługa księcia Kiry podejrzewał, iż zdolna tancerka była w istocie córką wroga i postanowił ją zgładzić. W tym samym czasie na trop blondwłosej gejszy trafił Reed, przyjaciel Edwarda, pragnący dopełnić obietnicy i zawieźć Kathlen do Ameryki.
Powiem tak. Od strony fabuły dostaliśmy w tej powieści typowe romansidło, tyle że osadzone w realiach Japonii końca XX wieku. Czyta się je szybko, nie nadweręża umysłu i... Zapewne szybko z niego zniknie.
Od strony wartości poznawczych jest raczej słabo. W porównaniu z książkami o gejszach, ta  nie wniosła nic nowego, orientalizm ma tu podkreślić wyjątkowość opowieści.
Poza tym: erotyka. Porównałam z książkami, które dotąd czytałam, pisanymi przez byłe gejsze i tam ten aspekt życia gejsz nie był tak eksponowany. Tu sprawianie rozkoszy sobie lub komuś, za pomocą tak egzotycznych rzeczy jak grzyb czy sproszkowane jądra jelenia, są na porządku dziennym. Całe to, przez większość książki niezaspokojone, pożądanie wylewa się wręcz ze stron. Artystyczny aspekt życia gejsz został właściwie pominięty, nieco wspomniano o ich roli jako dam do towarzystwa. Z kart powieści wyłaniają się drogie, odziane w zwiewne kimona, kurtyzany, biegłe w sztuce uwadzenia i sprawiania przyjemności.
Jedno pytanie do autorki: Jak przez cienkie kimono można na ciele kobiety zobaczyć włosy łonowe? Bo pod kimonem jest jeszcze jedna warstwa szaty i wciąż zachodzę w głowę jak to możliwe...
Nie polecam jakoś szczególnie tej książki. Nie jest nudna, czyta się ją prędko, ale... Nie jest to to, czego szukałam. Cóż, może komuś innemu przypadnie do gustu, ja podziękuję.

Ocena
Wciągliwość - 3
Wygoda czytania - 4
Jak bardzo się mi podobało? - 3
Opinia na LubimyCzytać

18 czerwca 2012

140: Wiedźma.com.pl - Ewa Białołęcka

Autor: Ewa Białołęcka
Tytuł: Wiedźma.com.pl
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok: 2008
Strona książki: Wiedźma.com.pl

Zabrałam się za Wiedźmę.com.pl nieco z głupia frant. Znałam już nieco autorkę, więc pomyślała, że fajnie byłoby do niej wrócić.
No i wróciłam.
Reszka, młoda redaktorka, mieszkająca kątem u rodziców i wychowująca samotnie sześcioletniego syna, podbiła moje serce wrednym charakterem i erudycją, a także swą pracą, która i mnie nieco kusi.
Nasza przesympatyczna bohaterka otrzymała od nieznajomej krewnej dość kłopotliwy spadek - domek na wsi.
A wraz z nim pozycję wioskowej wiedźmy, o czym Reszka przekonała się na miejscu. Krewnej Katarzyny nie miała co prawda okazji poznać za życia, za to nadrobiła to z nawiązką po śmierci spadkodawczyni, która nawet zza grobu miała zamiar dyrygować innymi i sprawować władzę we wsi. Reszce rola marionetki w rękach ducha nie przypadła do gustu.
W walce z wredną czarownicą pomóc jej miał doktor Andrzej, duch młodego Niemca i również nieżywa para dzieci.
W powieści roiło się od odniesień i cytatów odsyłających nie tylko do popkultury, ale też książek Tolkiena, Muminków i - o dziwo - mitologii Lovecrafta. Owe mrugnięcia radowały me oko na równi z lekkim stylem, w którym napisano Wiedźmę.com.pl. Cała fabuła jest usiana zapożyczeniami, anglicyzmami i słówkami ze słownika internautów. Moja netoholiczna dusza znalazła w Reszce bratnią istotę, która także tkwiła w szponach tego czasochłonnego nałogu.
Poza wartką, zawiłą akcją i radosnym językiem - muszę przyznać - książka jest nieco niepokojąca. Czytałam ją chyba z pięć dni tylko dlatego, że nie mogłam jej czytać późnym wieczorem, bo pewne sceny wydawały mi się nazbyt... No, straszne. Nie będę spoilerować, ale czułam się naprawdę nie halo, szczególnie przy aferze ze "starym gabinetem".
Polecam tym, którzy lubią fantastykę z nutką humoru. Nad walorami lektury dobrej polskiej fantasy, do tego napisanej tak samoczytającym się językiem rozwodzić się nie będę - po prostu sami sprawdźcie.

Ocena
Wciągliwość - 4
Wygoda czytania - 4
Jak bardzo mi się podobało? - 4

26 marca 2012

120: Droga do świtu - R. A. Salvatore

Autor: R. A. Salvatore
Tytuł: Droga do świtu (Passage to Dawn)
Wydawnictwo: Wydawnictwo ISA
Rok: 2008
Strona książki: Droga do świtu

Doszłam do wniosku, że dawno Was nie dręczyłam Drizztem, więc spieszę Was podręczyć. Niniejsze dręczydło nosi tyttuł Droga do świtu i zamyka tetralogię Dziedzictwa Mrocznego Elfa. Na usta ciśnie się westchnienie: "Nareszcie!"

31 lipca 2011

85: Tu żyją smoki - James A. Owen.

Książka wpadła w moje ręce kiedy przekopywałam się przez księgarnię parę lat temu. Tytuł mnie zafascynował*, więc nabyłam powieść i nie żałuję. Tu żyją smoki Jamesa A. Owena ukazała się w 2008 roku nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia (strona książki: Tu żyją smoki). Tytuł, wypisz-wymaluj jak z białej plamy na brzegu średniowiecznej mapy zachęcił mnie pomimo tego, że dawno widziałam tak zjawiskowo brzydką ilustrację na okładce. Wertując książkę przed zakupem dowiedziałam się, że jeszcze więcej straszy wewnątrz, bo autor uznał za stosowne urozmaicić lekturę swoimi dziełami. Pod względem wydawniczym książce nic nie można zarzucić.
Poznajemy Johna, Jacka i Charlesa, młodych uczonych, których koleje losu sprowadziły do mieszkania profesora Sigurdssona, aktualnie dopiero_co_zabitego przez nieznanych sprawców. W krótkim czasie młodzi panowie dowiedzieli się, że łączy ich coś więcej - otóż zostali wybrani do strzeżenia szczególnie cennego atlasu zawierającego mapy fantastycznej krainy zwanej Archipelagiem Snów o czym poinformował ich niejaki Bert. Poznali także imię osoby, która była odpowiedzialna za śmierć profesora i teraz dybała na nowych Opiekunów atlasu, na którym chciała położyć łapę. Otóż wrogiem Johna i jego przyjaciół okazał się być Zimowy Król, któremu służyły przeróżne kreatury. Świeżo upieczeni Opiekunowie ledwo co zdolali uciec z Londynu na pokładzie Smoczego Statku, jednej jednostki potrafiącej przebyć granicę między światem rzeczywistym i Archipelagiem Snów.
Okazało się, że młodzi panowie musieli pokonać Zimowego Króla nim ten opanuje Archipelag, bo jego działania miały odbić się na ich świecie. Przed nimi była rozmowa z Samaranthem, przejaźdźka mechaniczną osobliwością, nietypowy parlament i wycieczka do Wieży Czasu. A za nimi (a często także obok i przed nimi) podążał Zimowy Król, aby odebrać Johnowi atlas i - oczywiście!* - zawładnąć światem.
Może ilustracje nie są mocną stroną książki, ale Tu żyją smoki posiada wiele innych atutów, chociażby fajnie opisanych bohaterów, którym do prawdziwych herosów sporo brakuje. Powieść zawiera wiele odwołań do mitów i baśni, a także powieści Tolkiena, Lewisa i innych znanych pisarzy fantasy; nieobcy jej jest także humor.
Polecam tę powieść wszystkim lubiącym fantasy, choć fanów smoków muszę zasmucić - skrzydlatych, ognistych bestii, wbrew tytułowi, w książce jest niewiele, ale w ramach rekompensaty mamy gadające zwierzęta i insze ciekawe postaci. Tu żyją smoki jest lekturą ciekawą, niekiedy zapierającą dech w piersi i na pewno godną uwagi.

Ocena
Wciągliwość - 5
Wygoda czytania - 4
Jak bardzo mi się podobało? - 4

*Są smoki, jest Like!
**Nie mogłam się powstrzymać (Mam nadzieję, że moje wtręty z yt Wam nie przeszkadzają...):

30 lipca 2011

84: Mroczne oblężenie - R. A. Salvatore.

Autor: R. A. Salvatore
Tytuł: Mroczne oblężenie (Siege of Darkness)
Wydawnictwo: Wydawnictwo ISA
Rok: 2008

Kiedy parę lat temu czytałam Legendę Drizzta jakoś tak wyszło, że tego tomu nie przeczytałam, a potem jakos do niego wróciłam. Dziś, specjalnie dla Was, zanurzyłam się w Mroczne oblężenie, czyli dziewiąty już tom przygód lawendowookiego spiczastego filozofa. Jak to zwykła mówić Grymas - Mroknesss.

18 marca 2011

55: Księga cmentarna - Neil Gaiman.

Z powodu problemów z "oknem na świat" i drastycznym brakiem czasu na czytanie odstępy między dywagacjami się zwiększą. Liczę, ze mi wybaczycie, ale magisterka sama się nie napisze, niestety :/
Autor: Neil Gaiman
Tytuł: Księga cmentarna (The Graveyard Book)
Wydawnictwo: Wydawnictwo MAG
Rok: 2008

Na zajęcia z czytelnictwa mieliśmy przeczytać książkę tabu. Chciałam zabrać się za Wilki w ścianach, ale nie mogłam nigdzie znaleźć. Za to, przeszukując katalogi, natknęłam się na inną książkę Gaimana, mianowicie Księgę cmentarną, wydaną w 2008 nakładem wydawnictwa MAG (strona książki: Księga cmentarna). Uznając, że to także będzie o jakimś tabu wsadziła nos między kartki.

12 lutego 2011

42: Piekło pocztowe - Terry Pratchett.

Autor: Terry Pratchett
Tytuł: Piekło pocztowe (Going postal)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok: 2008

Na podstawie owej radosnej książki powstał w
2010 roku film znany pod tym samym tytułem. Film widziałam jakiś czas temu (może wam o nim opowiem potem), a ostatnio poczułam potrzebę przeczytania tego, czego nie czytałam z Dysku i oto jest.

18 stycznia 2011

27: Sny o terrorze i śmierci - H. P. Lovecraft.

Wiem, że na blogu jest dywagacja poświęcona tej książce (Dywagacje nad herbatą: 9: Sny o terrorze i śmierci - H. P. Lovecraft.), ale uznałam, że podzielę się z wami nie tylko rekomendacją, ale i recenzją.

Howard Phillips Lovecraft, żyjący na początku dwudziestego wieku amerykański pisarz fantasy i science fictron, znany jest główne dzięki swoim budzącym grozę opowiadaniom. Największą popularnością cieszą się zbiory opowiadań „Zew Cthulhu”, „Coś na progu” i „Sny o terrorze i śmierci”.

19 października 2010

12: Turok - Son of Stone (2008) - reż. Dan Riba i in.

Film animowany, na szczęście nie w styly dzisiejszego Disneya. Ach, plakat jest dużo gorszy niż film.
PRODUKCJA I OBSADA
Reżyseria: Dan Riba, Frank Squillace i Curt Geda. Muzyką zajęli się James L. Venable James L. Venable. Głosy podkładali: Adam Beach - Turok, Irene Bedard - Catori, Adam G. - Andar. Cree Summer - Sepinta.
TREŚĆ
Podzielę to na dwa. Po pierwsze szkoda to oglądać. Jest tak debilne, że szkoda gadać. Otóż... Był sobie indianin, który wraz z bratem i przyjaciółką został zaatakowany przez kolesi z wrogiego plemienia. Wpadł w szał i wytłukł wrogów, ale przy okazji prawie zabił brata. Wygnano go za to z wioski. Szesnaście lat potem to samo złe plemię zaatakowało plemię naszego bohatera i zabiło wodza (brata, który przeżył). Koleś o imieniu Cziczak (czicza = napój alkoholowy), przywódca najeźdźców, porywa żonę wodza (wspomnainą wcześniej przyjaciółkę braci). Syn wodza (jak dla mnie powinien mieć imię Ciakający-z-Łukiem) i Turok (nasz heros, samotnik i w ogóle) ruszają z misją ratunkową. W końcu odbijają matulę, ale okazuje się, że nie są już w Kansas. A to dopiero polowa filmu.
Ale po drugie film jest spiczasty. To znaczy, ja wiem, że tam nie ma elfów, ale co poradzę na to, że ci dobrzy wywoływali we mnie potrzebę przyjrzenia się ich uszom.
REKOMENDUJĘ FILM, BO...
Bo ile razy nie zobaczyłam któregoś z braci (lub syna) to mi inni bracia przychodzili do głowy. Mam fobię.

19 września 2010

9: Sny o terrorze i śmierci - H. P. Lovecraft.

Czyli Kochanowski [w sensie nazwiska] horroru i grozy. Drżyjcie, nędzni śmiertelnicy! Pożyczyłam książkę od Grymasa żerując na jej dobrym sercu.
OKŁADKA
W moje łapska wpadła miękka. Jak widać powyżej nie jest szczególnie straszna... Poza oczami. One są straszne...
WYDAWNICTWO i WYDANIE
Polskie wydanie: Wydawnictwo Zysk i S-ka. Strona książki na stronie wydawnictwa.
Jak dla mnie, maluczkiej czytelniczki, można było dać nieco większą czcionkę, żeby się wygodnie czytało. Ale rozumiem, że wydawca nie chciał robić wielkiej cegły... Książka jest wystarczająco gruba już teraz.
TREŚĆ
Jest mrocznie. Za oknem wieje wiatr, lodowaty wiatr z pustki między gwiazdami, gdzie w mroku, którego nigdy nie rozświetliło światło, czają się rzeczy i istoty nienazwane (nie, to nie jest creepypasta). To książka, po której ludzie normalni kładą się spać z włączonym światłem... Na szczęście u mnie z główką niekoniecznie wszystko gra, więc śpię spokojnie. Ponadto, zamiast odczuwać nienazwaną grozę i oglądać się trwożnie na ciemne kąty, ja chichrałam w najbardziej nieodpowiednich momentach. Książka jest właściwie zbiorem opowiadań, czasami nawet niedokończonych.
Jest kilka opowiadań, które szczególnie mi się podobały, ale książka jest w drugim pokoju, a z pamięci mogę wymienić raptem 3 tytuły: Potomka, Srebrny Klucz oraz Ogara. Ponadto przy Drodze Iranona zrobiło mi się okropnie żal głównego bohatera. Chylę czoła przed kunsztem mistrza i drżę pod wpływem bogatego słownictwa. Powinnam więcej czytać Lovecrafta, to może i moje się poszerzy...
REKOMENDUJĘ KSIĄŻKĘ, BO...
Bo należy znać coś z klasyki koleżanki Grozy ^^.
Czyta się całkiem nieźle. Opowiadania mają swój typowy klimat i są pełne typowego dla autora słownictwa i zdarzeń.
Jak piszą ludzie: Enjoy!

29 lipca 2010

4: Księga Zaginionych Pieśni - Drużyna Trzeźwych Hobbitów.

Płyta pod tą wdzięczną nazwą została zaprezentowana na Tolk Folku z 2008 roku. Można ją zamówić pod tym adresem: dth.hobbici@gmail.com. Koszt to 10 zeta plus koszt przesyłki, całkiem niewielki. Radość z płyty - bezcenna.
OKŁADKA
Czarno-biała, ale bardzo ladnie skomponowana. Nie straszy np.: paszczami hobbitów.
WYDAWNICTWO i WYDANIE
Fanowskie. Co prawda tytuły piosenek i nazwa wykonawcy na moim odtwarzaczu wczytywała się z błędami (brak polskich znaków), ale poza tym w porzo.
TREŚĆ
Pozwolę sobie Ctrl+C -> Ctrl+V moją recenzję z Elendilich [dodając w nawiasach coś więcej].
"1. Pieśń Minstrela - jest urocza, zarazem łagodna i gwałtowna. Zakochałam się od pierwszego słuchania.
2. Eldalie - piękne głosy, wspaniałe wykonanie, delikatna muzyka. Zamykam oczy i widzę wędrujące lasem elfy... [Co akurat jakoś nigdy nie przychodziło mi z trudem]
3. Ballada Rohirrima - nie jest moją ulubioną piosenką, lecz nie z powodu wykonania czy tekstu. Po filmowym WP jakoś mniej lubię Rohirrimów (wiem, że się narażam...). Głos wokalistki jest genialny.
4. Pieśń Luthien - magiczna... Jak nigdy nie przepadałam za historią o Luthien i Berenie, tak ta piosenka sprawiła, że zmieniłam zdanie. [Niestety - tylko na czas trwania piosenki]
5. Gondolin Zdradzony - spodobała mi się od pierwszego sluchania. Świetne wykonanie, piękny tekst. [Słuchała, słuchalam, aż się osłuchałam i mniej jej teraz słucham]
6. Pieśń Laiqendi - jedna z moich najukochańszych. Chwyta za serce.
7. Lament Finduilas - na początku byłam sceptyczna, lecz po kilku odsłuchaniach polubiłam ten utwór.
8. Samotny Elf - moja najukochańsza piosenka z całej plyty. W ludzkiej mowie nie ma słów, które potrafią opisać, co czuję kiedy jej słucham. Jest... Po prostu jest.
9. Ostatni Marsz - poruszająca, genialnie wykonana piosenka, ze wspaniałą melodią. [ale lubię ją tak samo jak pozycię trzecią.]
10. Ostatnia Pieść Arwen w Lothlorien - urocza, cudowna piosenka.
11. Żale Grimy - szacun za tekst. Mój brat (któremu oczywiście puściłam cały album, bo trzeba pokazywać młodzieży porządną muzykę) pokochał bez zastrzeżeń.
12. O Pewnej Gospodzie - od razu czuje się klimat gospody w Bree. Skoczna i wesoła, w sam raz na zwalczanie chandry. Piwa!
13. Żale Galadrieli - druga moja najukochańsza z całej płyty. Szacun za wykonanie - położyło mnie na deski! [Śpiewam.]
14. Żale Sama - posłuchałam i spadłam z krzesła z wrażenia. Refleksje Sama... Bezcenne.
15. Stopy Hobbita - patrz: O Pewnej Gospodzie. Piosenka z przymrużeniem oka, ze wspaniałą puentą.
16. Boromir Blues - i w końcu wydało się, o czym to Boromir myślał na radzie... Piosenka wymiata!
17. Tolk Folk - od razu chce się spakować torbę i jechać do Bielawy. Co, dopiero maj? I co z tego?"
Jak widać album dziel się na część poważną i żartobliwą. Jak na piosenki fanowskie są bardzo dobrze wykonane, choć pod koniec "Boromir Blues" są jakieś rozmowy, ale co tam.
Fani mogą zawsze napisać na forum Elendilich (w tym temacie:http://elendili.pl/viewtopic.php?t=3170) dołączając się do petycji o nowy album.
REKOMENDUJĘ PŁYTĘ, BO...
Śpiewam razem z nimi. Za każdym razem. Szczególnie "Samotny Elf" i "Żale Galadrieli".

24 lipca 2010

2: Sen nocy letniej - William Szekspir

Autor: William Szekspir
Tytuł: Sen nocy letniej (Midsummer Night’s Dream)
Wydawnictwo: Znak
Rok: 2008

Że Szekspir wielkim dramaturgiem był wciera nam się w twarz od lat szkolnych. Adaptacjami Romea i Julii katują nas w TV, Makbet straszy na liście lektur szkolnych, Hamlet to najbardziej znane dzieło Szekspira wystawiane w teatrach.
...I właściwie tutaj dla większości ludzi wiedza o twórczości Szekspira się kończy.
Czy zatem nie napisał ów brytyjczyk nic dobrego poza tymi trzema rzeczami? Nic bardziej mylnego! Dla mnie jego najlepsze dzieła to Poskromienie złośnicy, Król Lir i Sen nocy letniej.