Wygnanie pojawiło się w Polsce dzięki wydawnictwu
ISA (Strona książki na stronie wydawnictwa:
Wygnanie) w 2000 roku (rok po wydaniu Ojczyzny). W 2006 roku ukazało się drugie wydanie, z którego okładkę możecie podziwiać po lewej.
Drugi tom Trylogii Mrocznej Elfa zaczyna się w ciemności Podmroku i, uparciuch, stamtąd nie wyłazi, więc radzę przygotować latarkę albo świeczkę.
Drizzt Do'Urden, młody drow, który zdecydował się opuścić swą rodzinę i uciec z Menzoberranzan, błąkał się po Podmroku za jedynego towarzysza mając figurkę czarnej pantery, zwanej pieszczotliwie Guenhwyvar (tak, ja też źle wymawiam jej imię :P). Drow musiał zmierzyć się z wieloletnią samotnością, przeżyć w Podmroku i pozostać sobą.
Napotkał na swojej drodze miasto tych no... Takich malutkich... Czemu oni tam muszą mieć takie długie, głupie nazwy?... O, pamiętam: svirfnebli. No więc napotkał miasto głębinowych gnomów. I spotkał jednego z nich, któremu, na jego prośbę, ucięto ręce kiedy jeszcze Drizzt mieszkał w Menzoberranzan...
Aha, kochająca rodzinka wysłała za przeżywającym "bunt młodzieńczy" potomkiem pościg... Bo, jak to mówią, drowy nie wybaczają.
Opowieść porusza kwestie przyjaźni, poświęcenia i miłości do ojca (Drizztowi ciężko by było kochać matkę...).
Drugi tom podobał mi się mniej, niż pierwszy (przyznaję się, że czytałam go jakiś czas temu). Mimo to należy go przeczytać, bo wędrówka w Podmorku miała szczególne znaczenie dla naszego bohatera.
Powiedziałabym wam, jakąż to scenę najbardziej lubię, ale nie mam zamiaru wam spoilerować.
Aha, to ważne! W książce są łupieżcy umysłu! I mają macuszki!...