a
21 marca 2014
1 marca 2014
193: Nadwaga jest sprawą rodziny - Judi Hollis
Autor: Judi Hollis
Tytuł: Nadwaga jest sprawą
rodziny
Wydawnictwo: Gdańskie
Wydawnictwo Psychologiczne
Rok: 2000
Judi Hollis jest znaną autorką, która
porusza zagadnienia dietetyki. Gdy dostałam za zadanie zaprezentować
na zajęciach recenzję książki ninieszy poradnik wpadł mi w ręce.
Niestety reenzja nie posiadała możliwej do publikacji wersji
pisanej, głosiłam ją pod koniec stycznia. Jednakże poradnik
godzien jest tego, by parę słów o nim napisać.
15 stycznia 2014
192: Nowa Fantastyka 1/2014
Nowa Fantastyka
styczniowa, jak widać po samej okłądce, kapie drugą częścia
Hobbita. Jako tolkienistka postaram się powstrzymać od wyrażania
swego zdania na temat tego filmu - jego recenzja przede mną i nie
chcę robić spoilerów do do nastroju mego dotyczącego tej pozycji
kina akcji.
O dziwo sama okładka
wygląda nieźle, jak na okładki czasopism.
30 grudnia 2013
191: Nowa Fantastyka 12/2013
Okładka jakoś
szczególnie niezachęcająca, przyznać jednak trzeba, że okładka
NF nie jest czymś, co sprawia, że sięgam po to czasopismo - ciężko
znaleźć okładki, które by mi się podobały.
29 grudnia 2013
190: Nowa Fantastyka 11/2013
Listopadowa Nowa
Fantastyka wpadła mi w ręce z niewielkim opóźnieniem, jednakże
dopadłam ją w końcu. Tradycyjnie nie zaciekaawiła mnie okładka,
ale to nic nowego i nic, co powinno zaważyć na wyborze lektury.
Jedyne, co mi przyszło do głowy na jej widok to fakt, że wciąż
nie mogę znaleźć mojego egzemplarza Gry Endera i skończyć
książkę.
28 grudnia 2013
189: Nowa Fantastyka 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10/2013
Dobra, dziś atak Nową
Fantastyką, bo zalegam jak śnieg po zimie. Będzie to opinia
zbiorcza, wszystkie zaległe numery w jednym poście. Liczę, że był
to ostatni tak duży nawrót choroby i będę mogła wrócić do
czytania i recenzowania rzeczy.
30 października 2013
188: Długa Ziemia - Terry Pratchett, Stephen Baxter
Autorzy: Terry Pratchett,
Stephen Baxter
Tytuł: Długa Ziemia (The Long Earth)
Wydawnictwo: Prószyńskii S-ka
Rok wydania: 2013
Strona książki: DługaZiemia
No, okropnie
poniewczasie, ale jest.
Nazwisko Pratchett działa
na większość fanów fantastyki jak Jedyny Pierścień na Nazgule.
Na mnie zadziałało też. Stephen Baxter zdaje się być mniej
znanym w Polsce autorem, ale w swoim dorobku ma niejedną zacną
książkę; pisze on głównie science fictron. Dzieło tych dwóch
autorów nie mogło nie wzbudzić zainteresowania. I wzbudziła – a
jakże – całkiem spore.
29 października 2013
187: Worn - Piotr Molenda
Znacie mnie. Jest wielką fanką
fantastyki i nie ograniczam się tylko do fantastyki zagranicznej,
lecz równie chętnie sięgam po rodzimą. Kiedy więc dostałam
maila z propozycją recenzji polskiej książki fantasy nie mogłam
się nie zgodzić.
Autorem „Worna” jest Piotr Molenda,
a książkę można zakupić na jej stronie internetowej. Można też
przeczytać dwa jej fragmenty, aby nie kupować w ciemno – jako
osoba nie mająca nic przeciw ebookom i ceniąca sobie możliwość
sprawdzenia, co kupuję i czy na pewni to chcę kupić (wiadomo,
student jest biedny i ma suchoty) powitałam ten fakt z miłym
zaskoczeniem.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to
niebagatelna liczba stron – prawie 700. Pomyślałam: „O, to
nawet lepiej, więcej opisów świata, więcej ciekawostek, więcej
wszystkiego!” No i faktycznie, autor hojnie przyozdobił akcję
swej powieści opisami, których nie powstydziłby się chyba nawet
Profesor, który z malowniczych opisów jest znany.
Poznajemy zatem naszego bohatera –
Worna, człowieka, który nie wie, kim byli jego rodzice, różniącego
się nieco innym typem urody od reszty społeczności w jego osadzie.
Miał on także sporego pecha – w chwili gdy go poznajemy był
właśnie prowadzony jako jeniec przez kilku kudłaczy, zwanych też
gnomami. Zaprowadziły one naszego drogiego Worna do niezwyklego
miejsca na odludziu – nie po to jednak aby go zjeść, lecz by
przedstawić go pewnej tajemniczej osobie. Osoba ta zaproponowała
Wornowi całkiem przyzwoity układ – tajemniczy mężczyzna
wyszkoli go na wojownika i będzie go uczył, w zamian zaś Worn
podejmie się misji przyniesienia mu pewnego artefaktu.
Artefakt, jak się rychło dowiadujemy,
miał służyć do otwarcia więzienia naszemu kochanemu kosmicie.
Tak, dobrze czytacie, w książce jest kosmita, który twierdzi, że
wraz z grupą przyjaciół doprowadził Ziemię do rozkwitu. Za to
ludzie mają w planach zapewne zniszczenie wszystkiego, zaczynając
od fauny. Worn podjął się zadanie wykonać. Jego przeciwnikami
stać się mieli strażnicy artefaktu – wywodzący się głównie z
kleru. Miejscem zaś ukrycia bezcennego skarbu była kraina
latających wysp, o której niewiele wiadomo. Mimo to nasz bohater
dziarsko ruszył przed siebie, zabijając oponentów oraz parę osób,
które na to zasłużyły – w każdym razie w jego mniemaniu.
Dołączył do niego dość prędko wagabunda Dragaj, człowiek o
nieco bardziej „cywilizowanym” sumieniu.
Worn z jednej strony jest całkiem miłą
postacią – szanuje naturę, jest sumienny i słowny, kieruje się
logiką, jest rzeczowy i zwykle szczery do bólu. Ten zapalony ekolog
nie tylko nie dał zatłuc złapanego w pułapkę wielkiego kota,
lecz dopomógł mu się oswobodzić, Poza tym jest zabijaką, który
z zemsty za spalenie kobiety podejrzanej o czary wymordował całą
wioskę. Wciąż nie jestem pewna czy go lubię. Dragaj, jego
towarzysz, zdawał się być bardziej ludzki, ale także miał swoje
za kołnierzem. W zasadzie każdy z bohaterów, których prezentuje
nam autor, ma dobre i złe cechy – sporo w tym świecie postaci
niejednorodnych. W każdym razie wyrachowanie Worna czasem dość
mocno wkurza, a jego ekologiczne zapędy są radością dla mych oczu
– bohaterów ekologów powinno być więcej.
Drugą ważną sprawą są opisy, o
których już nieco mówiłam wcześniej. Są rozbudowane,
szczegółowe, autor poświęca całe strony na upewnienie się, że
cały najbliższy krajobraz jest czytelnikowi doskonale znany. Z
jednej strony to cieszy – rzadko można się spotkać z taką
dokładnością. Z drugiej jednak – akcja przez to zwalnia, a
czytelnik czasem zaczyna podsypiać i musi odłożyć książkę na
chwilę. Czasem na dłuższą.
Cóż, reasumując – „Worn” jest
powieścią wymagającą nieco czasu – jest obszerna i niekiedy
nieco nuży. Poza tym jest w porządku, choć w ebooku znalazłam
całkiem sporo literówek – szczególnie jeśli chodzi o duże
litery na początku wypowiedzi bohaterów. Polecam, może
niekoniecznie z płonącym entuzjazmem, ale polecam.
Ocena:
Wciągliwość – 4
Wygoda czytania – 3
Jak bardzo mi się podobało? - 4
Za egzemplarz do recenzji dziękuję
autorowi.
Opinia na LubimyCzytać
9 lipca 2013
186: Wódka, seks i nikotyna - Marcin Piędel

Dziś jest to powieść, którą dostałam gdzieś na początku roku. Tytuł - Wódka, seks i nikotyna - właściwie mówi nam, co mniej więcej tam znajdziemy.
Piszę: mniej więcej, bo znajdziemy tam też: jedną wróżkę, jeden pogrzeb i... Nie, to właściwie tyle. Fabuła zawiera kilka dni z życia głównego bohatera, Oliwiera. Jego najlepszy kumpel miał na imię Oskar. Pozytywne to, że autor wybrał postaciom polskie imiona, raz tylko przemknęła mu Angelika.
Oliwiera spotykamy, gdy tatuował sobie klatę i nawiązywał znajomość z grafikiem. Niedługo potem wpadł do grafika w gości i gdy ten zasnął z przepicia zabawiał się z jego żoną. I tak mniej więcej wyglądało życie Oliwiera do dnia gdy spotkał w barze wróżkę Ewę, która powiedziała mu nieco o nim samym i jego przyszłości. Po tym incydencie bohater właściwie się nie zmienił - chyba, że na gorsze.
W ogóle autorowi się udało zawrzeć w jednej osobie wszystko, czego nienawidzę w ludzkości. Pijak, darmozjad, narkoman, palacz, kobieciarz - to tylko szczyt góry lodowej. W jednym słowie - polactwo. Jego relacje z kobietami, z sąsiadami, z przyjaciółmi - to wszystko doprowadzało do tego, że chciałam wyć.
Jedyną postacią, która mi się spodobała, była wróżka Ewa, która naprawdę była ciekawa. Także fajne były sąsiadki bohatera, Monika i Angelika.
Autor wręcz stawał na rzęsach, żeby nie przemknęlo mu się powtórzenie, ale zdecydowanie musi popracować nad słownikiem i nie korzystać li i jedynie ze słownika synonimów, bo czasami wychodziły mu przecudne kwiatki ("wypił żeby zniwelować wściekłość", "obudził się porywczo", "wywierały potrzebę", "nader wszystko nigdy nie zaznasz...")
Powiem któtko, czytałam rzeczy gorsze, niż ta powieść, ale nie było ich znowu tak dużo. Wulgarność wręcz kapie, fabuła męczy, a głównego bohatera sama bym zadusiła sznurówką od glana. Naprawdę. Wrażliwych czytelników gorąco zniechęcam, mniej wrażliwi mogą sami spróbować, czy powieść im się spodoba. Przestrzegałam. Przyznam jednak na koniec, że każdy przejaw self-publishingu witam z radością, więc jeśli autor napisze coś nawego, to pewnie zajrzę.
Ocena
Wciągliwość - 2
Wygoda czytania - 2
Jak bardzo mi się podobało? - 1
Egzemplarz do recenzji otrzymałam od autora.
//Ps. Wiem, że recenzja jest wgl niezgrana z layoutem bloga, poprawię to potem, ale chciałam wrzucić ją gdy już odpaliłam net w domu.
22 czerwca 2013
Powrót
Witajcie!
Dawno mnie tu nie było, wiem, ale to z przeczyn niezależnych - wiele się w moim życiu zmieniało - przeprowadzka, choroba, z której wciąż wychodzę (a która nie pozwalała mi nawet czytać), studia, wszystko...
Ale teraz obiecuję wrócić.
Recenzje czasopism i książek, które do mnie nadesłano przez ten czas, zostaną napisane. Serdecznie przepraszam za to odsunięcie w czasie i dziękuję za życzliwość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)