Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1994. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1994. Pokaż wszystkie posty

5 lutego 2011

39: Prawo miecza - Mercedes Lackey.

Autor: Mercedes Lackey
Tytuł: Prawo miecza (By the sword)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok: 1994

Zaczęło się od piosenki Kerowyn's ride, usłyszanej na początku zeszłych wakacji. A właściwie - zaczęło się kilka lat temu, kiedy w bibliotece publicznej dopadłam Zgubę elfów, napisaną przez Andre Norton i Mercedes Lackey. O samej Zgubie elfów opowiem potem. W każdym razie w moje ręce w te wakacje wpadła pierwsza książka napisana przez samą Lackey. Prawo miecza, w oryginale By the sword, wydało wydawnictwo Zysk i S-ka (strona książki:Prawo miecza) w 1994 roku.

18 stycznia 2011

28: Strzały królowej - Mercedes Lackey

Autor: Mercedes Lackey
Tytuł: Strzały królowej (Arrows of the Queen)
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok: 1994


Strzały królowej to pierwszy tom trylogii Heroldów Valdemaru. Książkę wydało wydawnictwo Zysk i S-ka w 1994 roku (Strona książki na stronie wydawnictwa: Strzały królowej).

8 stycznia 2011

24: Lot strzały - Mercedes Lackey

Moja droga do cyklu o Heroldach z Valdemaru była bardziej poplątana niż słuchawki do MP3, znalezione w kieszeni. W końcu jednak dostałam w swojej ręce wszystkie tomy i dosłownie się w nich zakochałam.
Dziś chciałam przedstawić jeden z moich ulubionych. Jest nim Lot strzały, drugi tom trylogii Heroldów Valdemaru. Polskie wydanie, z 1994 roku, wydało wydawnictwo Zysk i S-ka (strona ksiażki na stronie wydawnictwa: Lot strzały). Dodam jeszcze, że oprócz książek koneserzy książek Mercedes Lackey mogą cieszyć także ucho, a to za sprawą dwóch filkowych albumów: Heralds, Harpers & Havoc i Lovers, Lore & Loss (z którego rekomendowałam jedną pisenkę: Trio ).
Opowieść ta zaczyna się w Kolegium Heroldów, w stolicy Valdemaru. Główna bohaterka całej trylogii, Talia, została właśnie pasowana na Herolda.
Pragnę tutaj wyjaśnić kilka spraw. Aby zostać Heroldem należy zostać Wybranym przez Towarzysza - istotę podobną w kształcie do białego konia z niebieskimi oczami, ale o niebo wytrzymalszą i szybszą od koni oraz - co najważniejsze - inteligentną. Po takim wyborze uczeń pozostawał w Kolegium Herodów kilka lat żeby się kształcić. Po upływie owego czasu zostawał pasowany na Herolda, dostawał białe wdzianko "ustrzel_mnie_z_miejsca" i zostawał wysłany w towarzystwie starszego Herolda na praktykę czeladniczą trwającą mniej więcej półtorej roku. Talia była Osobistym Heroldem Królowej, ale o tym opowiem przy okazji omawiania pierwszego tomu trylogii (jeśli to zrobię).
No, po tym pobieżnym wstępie pewnie domyślacie się, że Lot strzały dotyczył praktyki Talii. I dobrze się domyślacie! Nasza Talia, w towarzystwie przystojnego jak odpowiedź na modły dziewicy Krisa, wyruszyła na północ, aby praktykować. Aha, uprzedzę nieco fakty - Talia i Kris nie zakochali się w sobie, byli tylko przyjaciółmi.
Tak się nieszczęśliwie złożyło, że wujek Krisa, jeden z członków Rady, okropnie nie lubił (ech, te eufemizmu...) Talii, więc przyszedł do Krisa w przeddzień wyjazdu, żeby uraczyć mentora Talii ploteczkami o jej darze. Otóż każdy Herold miał jakowyś dar (zwykle telepatię zwaną w Vandemarze myślmową), a darem Talii (wręcz niespotykanym u Heroldów, za to częstym u Uzdrowicieli), była empatia. Lord zasugerował Krisowi, że Talia, która z racji bycia Osobistym, uczestniczyła w posiedzeniach Rady, używa swego daru do wpływania na członków powyższej.
I Kris, idiota, mu uwierzył, a w każdym razie uznał, że może to być prawda. I na samym początku patrolu opowiedział Talii o owych plotkach i zapytał ile w nich jest prawdy. Talent Talii zaczął się karmić tymi domysłami i jej własnym niskim mniemaniem o sobie.
I wtedy dopiero zaczęło się robić ciekawie.
Książka opowiada o przyjaźni, zaufaniu i temu co może się stać, kiedy zaufania zabraknie u przyjaciół. Pokazuje, że w trudnych chwilach nie można zamknąć się w sobie czy coś podobnego, tylko trzeba się wziąść w garść, założyć włosy za uszy i "pchać ten wózek, pchać!"
Jak to z książkami Lackey bywa, czyta się łatwo, język nie jest szczególnie trudny, fabuła jest wartka. Jak to mówi Grymas "humanitarny zabójca czasu". Świat jest bogaty, opisy nie zamęczają dłużyznami, bohaterowie są dość fajni.  Ogólnie - polecam. Tylko, na przodków, zacznijcie cykl od początku, a nie tak, jak ja, od Prawa miecza!