Jako podlotek miałam dość ciekawy gust czytelniczy. Prócz Musierewiczowej, Rodziewiczówny i Montgomery (co było dość normalne dla dziewczynki zaczytywałam się książkami Nienackiego i nie raz zachodziłam do domowej biblioteczki po książki przygodowe, które mój tata czytał w młodości. To z tamtych czasów pochodzi moja sympatia do książek opowiadających o czasach kolonizacji Ameryki. Jakiś czas temu postanowiłam sobie przeczytać Tańczącego z wilkami i ostatnio to życzenie spełniłam.
Powieść w Polsce ukazała się po raz pierwszy w 1991 roku nakładem wydawnictwa ARAMIS.
Porucznik John J. Dunbar dostał przydział w najbardziej wysuniętym na zachód forcie na prerii. Pełen nadziei i pozytywnych myśli. W tym samym czasie, kiedy on podróżował ku nowej placówce, jej załoga - przygłodzona i zdziesiątkowana, bez ukradzionych przez Indian koni - wywędrowała do najbliższego fortu. Na bezkresnej równinie obie grupy rozminęły się. I kiedy porucznik Dunbar pozostał w opustoszałym forcie aby wyjaśnić brak załogi i stan budynków, jego niedoszli kompani zameldowali się u władz, które postanowiły na razie porzucić fort.
W ten sposób porucznik Dunbar został sam na prerii, bez żadnego wsparcia i z ograniczonym zapasem jedzenia.
Młody człowiek, prócz systematycznego prowadzenia dziennika, zajął się sprzątaniem i naprawianiem swego nowego habitatu. Przez długi czas jego jedynym towarzyszem był samotny wilk, którego nazwał Dwie Skarpety.
Jednak ten stan nie trwał zbyt długo, gdyż była wiosna i Komancze założyli swój letni obóz dosłownie rzut kamieniem od fortu. Zarówno oni jak i porucznik stanęli przed trudną decyzją "Co z tym fantem zrobić?". Indianie zaczęli od próby ukradzenia białemu konia, lecz wredna bestia zawsze im uciekała.
Wierzgający Ptak, szaman hordy, zobaczył w przyjaźnie nastawionym białym możliwość poznania jego rasy. Postanowił więc poszukać z nim wspólnego języka - co przyniosło dość niespodziewane skutki.
Książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Kiedy zaczęłam ją czytać bałam się, że zanudzi mnie potok opisów, lecz szybko zauważyłam, że styl pisania autora - niespieszny, dokładny i bardzo plastyczny - wciągnął mnie bez reszty, a akcja coraz bardziej postępuje do przodu i się rozbudowuje. Porucznik Dunbar i jego nowi znajomi szybko podbili moje serce.
Autor nie tylko opisuje sposób postępowania i tradycje indian, poszerza obraz plemienia Komanczów ukazując nam jak poszczególni przedstawiciele hordy myśleli. Szczególnie dużo miejsca poświęca szamanowi, lecz nie zapomina o wojownikach i kobietach.
Wewnętrzna przemiana porucznika, białego, który zafascynowany stylem życia dzikich Indian chciał poznać bliżej ich kulturę, także jest fascynująca. Dunbar odnajduje w zapomnianym forcie na prerii swoją drogę i swoje szczęście.
Większość z nas zna pewnie tę opowieść z telewizji, bo nakręcono na podstawie książki film, ale ja sama uważam, że powieść jest dużo lepsza. Polecam ją zatem gorąco każdemu czytelnikowi - temu większemu i temu mniejszemu.
Ocena
Wciągliwość - 5
Wygoda czytania - 4
Jak bardzo mi się podobało? - 5