30 lipca 2012

155: Powrót króla (1980) - reż. Arthur Rankin Jr. i Jules Bass

Reżyser: Arthur Rankin Jr. i Jules Bass
Tytuł: Powrót Króla (The return of the king)
Rok: 1980

W poprzedniej notce mówiłam, że animowany Władca Pierścieni nie został ukończony, że nakręcono tylko jedną z planowanych dwóch części (nawiasem mówiąc, leciała kiedyś w TV z polskim dubbingiem, całkiem dobrym, o ile pamiętam). Cóż, nie miałam do końca racji - nakręcono kontunuację, z tym, że reżyserią nie zajął się Bakshi, lecz duet, który robił Hobbita i Ostatniego jednorożca. Czy wyszło to opowieści na dobre? Zaraz się dowiecie.

24 lipca 2012

154: Władca Pierścieni (1978) - reż. Ralph Bakshi

Reżyser: Ralph Bakshi
Tytuł: Władca Pierścieni
Rok: 1978

Działo się to już po śmierci Profesora. Jego świat nie umarł z nim jednak - rzesze fanów na całym świecie nadal zaczytywały się w jego książkach. Ktoś gdzieś wpadł więc na genialny pomysł i postanowił przenieść tak słynną historię na ekrany.
Władca Pierścieni miał być odpowiedzią na marzenia i potrzeby tolkienistów. Zakrojono go na dwie części. Pierwsza kończyć się miała w chwili, gdy Frodo i Sam opuszczają drużynę. Plan został wykonany... Z tym, że wredny los sprawił, że nigdy nie nakręcono drugiej części. Czy to producenci nie zgodzili się na dalsze prace, czy to tolkieniści byli zniesmaczeni filmem - ciężko powiedzieć. W każdym razie Bakshi zrobił tylko jedynkę.
Och, fabułę znamy już prawie wszyscy, ale pokrótce powiem... Pewien hobbit, Frodo, dostał w spadku po wujku majątek i złotą biżuterię, która okazała się należeć do lokalnego Władcy Ciemności, który koniecznie chciał odzyskać suwenirę, bo nie dość, że miał do niej stosunek emocjonalny, to jeszcze była mu potrzebna do przejęcia władzy nad światem. Biedny hobbit, na szczęście nie sam, ruszył w podróż mającą na celu pokrzyżowanie planów złego Saurona.
A teraz... Lista skarg i zażaleń.
Intro wprowadzające do filmu jest straszne - czarne "człowieki" na czerwonym tle. Walka Ostatniego Sojuszu sprawia, że bolą zęby. Potem mamy już zwykłą, kolorową animację - od razu bilbowe urodziny i slynna przemowa. Następnie Gandalf przybył do Froda i prawie w progu przeprowadził z nim rozmowę o Pierścieniu - wieczorem, zaś Sam siedział po prostu w krzakach. Dalej mamy walkę Gandalfa z Sarumanem - ich magia sprawia, że znów chce się iść do dentysty... Jest i klasyczna scena z Nazgulem - który wygląda trochę, jakby go lumbago połamało, ale poza tym jest nawet fajny. Wycięto spory kawałek drogi przez Shire, elfy, Bombadila (co potem wrednie powtórzono w WP Jacksona) i Upiory Kurhanu. No, bezpiecznie dotarliśmy do Bree... "Ożesz... Aragorn?!" - to pomyślałam zobaczywszy Indianopodbnego kolesia. I przez caly film wręcz płakałam w kułak na jego widok, bo okazało się, że to faktycznie był Obieżyświat. Animacja poprawiła się sceną, w której Nazgule wdarły się do pokoju w gospodzie, ale szybko straciłam nikłą nadzieje, bo podróżnicy dotarli na Wichrowy Czub*, ale pocieszałam się, że zaraz na pewno zobaczę elfa, wszak powinien pojawić się Glorfindel... "Co jest?!..." - wrzasnęłam w duchu w chwilę później, gdy, owszem, objawił się Quendi, ale Aragorn obwołał go Legolasem.** Zacisnęłam zęby, bo oto pojawiły się Nazgule i cały kawałek aż do Rivendell dało się obejrzeć bez pokładania się ze śmiechu - choć niewezwania Elbereth nie daruję! No, ale oto narada u El... "Ożesz!***" - mym oczom objawił się Elrond. "Już wolałam LEDy z Hobbota." Ale nie tylko Elrond miał mnie zaskoczyć, na radzie był też Boromir w rogatym hełmie i krasnoludy.
Przeskoczę do Morii, bo ja na to mogę wrzucać i wrzucać... O mateczko, ujrzałam orki... I balroga...****
Po tej traumie nie liczyłam już na odpoczynek w Lorien... I miałam rację. Galadriela w workowatej sukni i gapiąca się po świecie jak naćpana, Keleborn w designie z moich koszmarów... Usłyszałam też lament po Gandalfie.***** A gdzie Karas Galadhorn, gdzie talany?!... Scena ze zwierciadłem Galadrieli w porównaniu z resztą Lorien wyszła całkiem nieźle.
Z ulgą - naprawdę! - powitałam załamanie się Boromira i ucieczkę Froda, czyli koniec filmu.
Przyznam, są rzeczy, które mi się podobały. Gandalf fajnie wyglądał. Hobbici, poza tym, że chwilami zachowywali się niedorzecznie, byli całkiem dobre. Film sprytnie wybrnął z "kłótni o spiczastouchość elfów" zakrywając uszy (albo chociaż ich część) wszystkich Quendich włosami. Kiedy już nie zwraca się uwagi na potknięcia - których część starałam się Wam wyliczyć - można nawet z niejaką przyjemnością obejrzeć pierwszą próbę zekranizowania Władcy Pierścieni.
Z obsady zwróciłam największą uwagę na tych oto podkładających głos: William Squire (Gandalf) i Annette Crosbie (Galadriela). Nie to, że nie bylo innych ciekawych głosów, te mnie najbardziej zaciekawiły.
Nie wiem, czy Wam to polecić, film zestarzał się, a i na początku wyglądał raczej miernie. To raczej ciekawostka dla szaleńców takich jak ja, ale jeśli możecie, to obejrzcie i zobaczcie, może znajdziecie w nim jeszcze jakieś smaczki.

Ocena
Wciągliwość - 2
Wygoda oglądania - 3
Jak bardzo mi się podobało? - 2

*Nie chcę o tym mówić.
**O designie Legolasa też nie chcę mówić.
***Potem nastąpiła dłuższa wiązanka w iście tolkienowskim stylu. Nie chcę o tym mówić.
****Naprawdę nie chcę o tym mówić.
*****Nie, Wy też nie chcecie, żebym o tym mówiła.

22 lipca 2012

153: J. R. R. Tolkien - Powiernik Pieśni - Michał Błażejewski

Autor: Michał Błażejewski
Tytuł: J. R. R. Tolkien - Powiernik Pieśni
Wydawnictwo: Phantom Press
Rok: 1993
Strona książki: Brak

No, coby w Miesiącu Czytania Tolkiena była także jakaś książka "o", to napiszę o tej, którą mam w swojej biblioteczce. Mam na myśli J. R. R. Tolkiena - Powiernika Pieśni Michała Błażejweskiego.

20 lipca 2012

152: Halifiren (2009) - reż Tom Robinson

Reżyser: Tom Robinson
Tytuł: Halifiren
Rok: 2009

Znalazłam informację o filmie na filmwebie i nie mogłam się oprzeć ciekawości. No i obejrzałam - ciekawa, jak to wyszło (szczególnie, że film okazał się być irlandzką produkcją).

19 lipca 2012

Stosik # 11. Czerwiec - Lipiec - *.*

Zasadniczo miałam opublikować stosik pod koniec sierpnia lub nawet września i nazwać go ogólnie stosem wakacyjnym, ale nie zdzierżę tej radości - muszę się nią z Wami podzielić już teraz. Cały dzień po przybyciu listonosza zachowywałam się jak Nyuu z Elfen Lied.*
Sen nocy letniej - William Szekspir - kupiona w księgarni Gandalf
Księga Miecza - A. j. Lake - zakup w Matrasie
Drżenie - Maggie Stiefvater - wymiana
Mucha - Jacek Skowroński - wymiana
Czary w małym miasteczku - Marta Stefaniak - egzemplarz od wydawnictwa Prószyński i S-ka - recenzja
Serce tygrysicy - Aisling Juanjuan Shen - egzemplarz od wydawnictwa Prószyński i S-ka
Czaropis tom 2 - Charlton Blake - egzemplarz od wydawnictwa Prószyński i S-ka - 1/2 dzisiejszego szczęścia :3
Dzieci Ziemi - Orson Scott Card - egzemplarz od wydawnictwa Prószyński i S-ka - 1/2 dzisiejszego szczęścia :3
[z boku]
Słonimski - heretyk na ambonie - Joanna Kuciel-Frydryszak - kupiona w księgarni Gandalf
[brak na zdjęciu]
Zakon smoka - Aleksandar Tesic - egzemplarz od wydawnictwa Prószyński i S-ka - recenzja
Nowa Fantastyka 7/2012 - recenzja

Osobom zainteresowanym pragnę donieść, że Księga Miecza i Czary w małym miasteczku znajdują się na liście do wymiany - możecie w ich sprawie pisać na email.

*Nie mordowałam ludzi swoimi psychokinetycznymi zdolnościami, tylko chodziłam i mówiłam "Nyuu!"

18 lipca 2012

151: Niedokończone opowieści - J. R. R. Tolkien

Autor: J. R. R. Tolkien
Tytuł: Niedokończone opowieści (The Umfomosjed Tales)
Wydawnictwo: Amber
Rok: 2009
Strona książki Niedokończone opowieści

No, tolkienizujemy się dalej! Kto zna Niedokończone opowieści?

17 lipca 2012

Dzień z życia blogera

Spodobała mi się zabawa, którą wymyślił Ichigol, więc się do niej dołączam.


Zasady:
1.Opisujesz jeden dzień ze swojego życia. Możesz zmyślać, albo opisać swój wymarzony dzień.
2. Zapraszasz do zabawy innych, którzy nie jeszcze nie dostąpili tego zaszczytu, jeśli nikogo nie znasz - zapraszasz babcie.
3. Gdy babcia odmówi, nie zapraszasz nikogo – już wiesz czemu posiadasz ten blog.


A teraz dzisiejszy dzień:


7.30.
Ktoś łapie za klamkę do mojego pokoju. Budzę się i unoszę głowę. Co to za kobie... Aha, mama. O so chozi?... Aha, pójść pomóc? Nie wiem jakim cudem się ubieram i nawet nie mam koszulki na lewą stronę. Przechodząc koło laptopa łapię spinkę do włosów i spinam je w nieokreślone gniazdo i wciskam na nos okulary. Idę do łazienki dokonać ablucji i umyć zęby. Co to za stwór w lustrze?... Robi to samo, co ja, więc to chyba moje odbicie... Idę na dwór żeby pomóc mamie zgrabić skoszoną trawę.
8.00.
Wracam. Nie chce mi się już spać, rześkie ranne powietrze sprawia, że się trzęsę. Ubierając się przez sen założyłam rybaczki i koszulkę z krótkim rękawem. Myję facjatę jeszcze raz. W końcu czeszę włosy i przecieram pingle.
8.30.
Pierwszy kubek herbaty i dwa naleśniki. Jeden z dwóch bardzo nieletnich kuzynów je z nami śniadanie, drugi jeszcze śpi. Cieszę się, bo razem hałasują jak olifant na wrotkach.
9.00.
Mycie garów. Odkurzanie. Pranie w rękach, bo pralka wzięła i zdechła. Pomagam w produkcji obiadu - pieczony kurczak z ziemniaczkami i pomidory w śmietanie. Pląsam na "brumśtyku" po kuchni nucąc hymn do Elbereth. Obaj kuzyni plączą się pod nogami domagając się gry w Piotrusia i w warcaby. Gram. Wrednie nie daję się pokonać. Patrzę, jak gra z nimi brat i popijam drugą dużą herbatę.
12.00
Pochłaniam obiad niczym czarna dziura Enterprise'a, a potem zmywam naczynia. Kolejna duża herbata. Siadam nad książką, ale po paru stronach odkładam ją, i biorę Hobbita. Kartkuję aż do pobytu w Rivendell. Czytam. Derpię. Odkładam powieść i idę do kuzynów żeby zajrzeć do kociąt. Pokazuję kuzynom furtki do ogródka. Zaciągam dzieciaki do domu i puszczam im bajki w TV. Oglądam z nimi i dziwuję się, i utyskuję jak babuleńka na "tę dzisiejszą młodzież". Piję dużą kawę, bo herbata mi się skończyła.
15.30.
Uciekam do swojego pokoju przed sieczką z telewizorni i zostawiam kuzynów bratu. Odpalam laptop i zapadam się w fotel z kubkiem czaju (of kors dużym). Przeglądam forum Elendilich i Ennorathu - parę postów, piszę parę swoich. Zaglądam na pocztę. Fejs o czymś donosi - wywalam. Zaglądam na fejsa i wrzucam derpiasty filmik ze Star Wars.
Zaglądam na UDW. Zaglądam na Dywagacje i odpowiadam na komentarze. Przeglądam nowe recenzje na innych blogach, pod paroma nawet coś piszę. Złoszczę się na weryfikację obrazkową, wklepuję kod z 5 razy nim w końcu zaskoczy.
Przekopuję się przez Filmweb żeby zdobyć dane do recenzji filmu.
Klnę, bo znów mam brudne szkła, ale nie chce mi się wstać po chusteczkę.
Wstaję i tak skuszona paczką miętusów leżącą obok chustki.
17.00.
Piszę notkę na UDW i przeglądam statystyki blogów. Nudzi mi się. Sufituję.
19.00.
Piszę ten tekst. W planach mam jeszcze trochę sufitowania, film i napisanie kilku tekstów. Czekam też na pojawienie się na GG Grymasa. Monituję też fora. Gdy pojawia się kumpela gadam z nią na tematy tyleż bluźniecze, co nienazwane.
22.00
Idę do łazienki i się myję. Przygotowuję sobie łóżko, okręcam laptop na stoliku i siadam na łóżku żeby dalej sufitować.
0.15
Idę spać. Jutro znów zerwą mnie skoro świt, a nawet jeśli nie i tak się obudzę, bo mam lekki sen i będę słyszeć, że łażą. Śni mi się, że strzelam z miecza świetlnego do orków i ratuję księżniczkę Zeldę.


(chyba nie liczyliście na coś ciekawego, co?)


A zapraszam:
Bujaczek
Nnyv
Catalina
Edyta
cyrysia
Wiedźminka
Leanne.

15 lipca 2012

150: Hobbit (1977) - reż. Arthur Rankin Jr. i Jules Bass

Reżyser: Arthur Rankin Jr., Jules Bass
Tytuł: Hobbit (The Hobbit)
Rok: 1977

No, epatowania Hobbitem ciąg dalszy. Tym razem będzie film, do tego animowany. Ha, nie wiedzieliście, że było coś takiego?... Było.:)
Fabułę już znacie, oparto ją wszakże na powieści pod tym samym tytułem, o której już pisałam tutaj. Hobbit Bilbio Baggins wyruszył na epicką przygodę - co hobbitom raczej się nie zdarzało. Za towarzyszy miał trzynastu krasnoludów i czarodzieja z długim nosem, a cała ta ferajna miała imiona, które Tolkien zaczerpnął z Eddy Poetyckiej. Na swej drodze spotkać mieli trolle i elfy, gobliny i leśne elfy, Golluma i pająki...

149: Nowa Fantastyka 7/2012

Gdyby jakiś NPC podszedł do mnie i zapytał "o czym jest lipcowa Nowa Fantastyka?" odpowiedziałabym: "o nietopyrzach". Pierwszy gacek, znany bliżej jako Bruce Wayne, straszy profilem już z okładki.