18 grudnia 2015

227: Lordowie Sithów - Paul S. Kemp

Autor: Paul S. Kemp
Tytuł: Lordowie Sithów (Lords of the Sith)
Wydawnictwo: Uroboros
Rok: 2015

Wszyscy wiemy, co się zbliża. Wiemy, że zbliża się z prędkością świata, z dźwiękiem niskiego buczenia świetlnego miecza i blastera. Postanowiłam się zatem nieco wciągnąć w świat zanim gwiazda śmierci... erm... epizod 7 pojawi się w zasięgu radarów fanów Gwiezdnych Wojen. A jak inaczej może się w coś wciągnąć mól książkowy taki jak ja? Oczywiście, sięgając po książkę. I tak właśnie się stało - w moje ręce wpadła powieść, o której opowiem Wam dzisiaj.
Akcja książki rozgrywa się w trakcie rządów Imperatora, kiedy młode jeszcze Imperium borykało się z coraz to nowymi wybuchami ruchami oporu  Darth Varder dopiero od niedawna kroczył ścieżką Sithów, zapominając o Anakinie Skywalkerze, o wartościach, jakie wpajali mu Jedi. Lojalnie służył Imperaterowi, bez wahania rzucając się w wir walki o wymuszenie pokoju w Galaktyce i umocnienie rządów swojego mistrza. Oczywiście - wielka próba lojalności i posłuszeństwa była jeszcze przed nim.
Bo oto zbuntowała się kolejna społeczność. Na odległej planecie Ryloth rozwinęła się wolnościowa grupa, która postanowiła osłabić Imperium i wywalczyć autonomię dla Ryloth.
Czytelnicy Diuny się ucieszą na wieść, że na Ryloth wytwarzano narkotyk zwany przyprawą. Prócz niewolników to właśnie przyprawa była ważną zaletą planety i Imperator nie bardzo chciał, aby Ryloth uciekła spod jego opiekuńczych skrzydeł.
Buntownikami dowodziła była niewolnica Isval, która pragnęła zemsty na swoich dawnych panach oraz idealista Cham Syndulla, który wierzył, że jego planeta może cieszyć się pokojem i dobrobytem po wywalczeniu niepodległości. Ich akcje, próby przejęcia transportów i sabotaże doprowadziły do tego, że Imperator i jego wierny uczeń postanowili osobście polecieć na planeteę, zbadać sytuację i zdusić rebeliantów najszybciej, jak się da.
Oczywiście taka wizyta mogła sprawić, że rebelianci zechcą zaatakować Imperatora - i tak właśnie było. Cham Syndulla i Isval postanowili wykorzystać sytuację - nie tylko oni upatrywali w tej politycznej podróży okazji do spełnienia marzeń.
Jakoś tak się udało, że ta pozycja jest pierwszą z tego cyklu, na jaką udało mi się wpaść. Ciężko mi zatem stwierdzić, czy jest lepsza, czy gorsza niż reszta. Jak dla mnie była dość dobrą lekturą. Autora bardziej kojarzę z Forgotten Realms, ale Wikipedia powiedziała mi, że  Lordowie Sithów to nie jedyna książka tego pisarza w tym świecie. Cieszy także fakt, że fani Gwiezdnych Wojen mogą czytać powieści z tego świata po polsku.
Postacie są opisane dość dobrze. Moją ulubienicą szybko stała się Isvar, której temperament i silna wola dobrze równoważyły charakter bardziej idealistycznego Cham. Cały ruch Wolne Ryloth był ciekawy, można było żywić sympatię do tych postaci. Byli opisani jako zdecydowani, czasmi brutalni, ale ich cele były przecież takie dobre, w końcu chcieli tylko wolności. Podobało mi się obserwowanie, jak sieć Chama zaczęła działać bardziej zdecydowanie w obliczu zbliżającej się dnia przybycia Sithów. Historia Isvar była dla mnie jednym z ciekawszych wątków powieści.
Darth Vader zawsze budził we mnie mniej niechęci niż Anakin, Palpatine będący Imperatorem i korzystający z Ciemnej Strony w otwarty sposób także jakoś bardziej do mnie przemawia.
To, co zawsze mnie fascynowało mnie w Gwiezdnych Wojnach - poza, oczywiście, Jedi bijącymi złych ludzi po głowach - to opis świata, jego różnorodność. Gwiezdne Wojny pokazują nam coś, czego wielu z nas sobie nie uświadamia. Gdzieś tam, we wszechświecie, mogą być planety podobne bardziej lub mniej do Ziemi. I tam może być życie, kosmici, którzy w niczym nie muszą przypominać nas.
Tutaj mamy walczących z Imperium twi'leków, którzy wyglądali trochę jak ludzie pobłogosławieni przez Cthulhu dwoma mackokształtnymi naroślami z tyłu głowy. Ten naród, pomimo tak wielu różnic, pragnął wyzwolić się z jarzma niewolnictwa i spod władzy Imperatora.
Miło było obserwować relacje między postaciami - nie tylko między Palpatine'em i Vaderem, ale też między buntownikami, oficerami wojsk imperialnych i innymi. Różnice zachowań, poglądów i pragnień zawsze budzą moje zainteresowanie. Autor postarał się, aby były różnorodne i zgodne z charakterami, rasami i historiami postaci, które stworzył.
Nieco razi fakt, że buntownicy z planetki gdzieś na skraju Galaktyki musieli stawiać czoła największej Mary Sue tego świata i aktualnemu mistrzowi Sithów, ale przymknęłam na to oko - dzięki temu w końcu czytelnik dostał użytkowników Mocy w sytuacji, gdzie Mocy i miecza świetlnego trzeba użyć w masowym wykaszaniu przeciwnika. Poza tym wypadki chodzą po ludziach (i Sithach), każdemy statek kosmiczny może się rozbić w nieoczekiwanej lokalizacji.
Polecam fanom Gwiezdnych Wojen, którzy nie oczekują arcydzieła, ale dobrej książki. Także ludzie, którzy chcą zacząć swoją przygodę z książkami z tego cyklu mogą spokojnie sięgać po ten tom, nie jest nużący, choć daleko mu do niezwykłości czy zaskakiwania czytelnika.

Ocena - 5

Opinia na LubimyCzytać

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga, komentarze niepodpisane zostaną usunięte